Blog > Komentarze do wpisu

12. Reakcja na tezy Lutra

Początkowo nikt nie zareagował żywiej na tezy doktora z Wittenbergi. Nikt się też nie zgłosił, by stanąć w szranki z ks. doktorem Marcinem Lutrem i publicznie dyskutować na temat odpustów. Andrzej Karlstadt przyjął tezy swojego młodszego kolegi z entuzjazmem. Pozostali wittenberczycy także uważali za słuszne tezy Lutra. Wittenberga była jednak podrzędnym miastem i uczeni z innych uniwersytetów nie zainteresowali się wydarzeniem w wittenberskiej wszechnicy. Jedynie nieliczni uczeni z Erfurtu pilnie śledzili ewolucję poglądów Lutra i jego kolegów. Jednakże znajdowali się w opozycji i nawet byli skłonni zignorować nową teologię ks. Marcina Lutra. Luter zaś żywił nadzieję, że odbędzie się publiczna akademicka dysputa na temat odpustów i z wielką niecierpliwością na nią czekał. Sam nie był w pełni przekonany o słuszności wszystkich swoich przedstawionych w tezach poglądów dotyczących odpustów. Między innymi dał temu wyraz w piśmie do sekretarza miasta Norymbergi, Krzysztofa Scheurla. Luter zwierzał się: „Są tam (w tezach) poruszone kwestie, które i dla mnie nie są jeszcze zupełnie pewne; i gdybym był pomyślał, że tezy te sprawią tak wielkie wrażenie, to byłbym niejedną rzecz opuścił, a na inne bym silniejszy położył nacisk”. Z Moguncji od arcybiskupa brandenburskiego Albrechta także nie nadchodziła odpowiedź, mimo że Luter pisał do księcia Albrechta z właściwą na owe czasy czołobitnością: „W Bogu Najprzewielebniejszy Ojcze, Najjaśniejszy Książę Elektorze. Niech Wasza Książęca Mość i Przewielebność łaskawie wybaczyć raczy, że ja, który jestem najmniejszym między ludźmi, ośmielam się do Waszej Przewielebności napisać. Pan Jezus Chrystus jest mi świadkiem, że nie zapomniałem, jak maluczkim i wzgardzonym jestem człowiekiem; dlatego też przez długi czas zwlekałem z napisaniem listu. Niechaj Wasza Przewielebność raczy wejrzeć na mnie łaskawym okiem i wysłuchać łaskawie prośby mojej według biskupiej łagodności swojej”. W liście swoim Luter jednak bardzo zręcznie przypomniał arcybiskupowi o jego powinnościach związanych z urzędem biskupim. „A przecież najprzedniejszym, jedynym powołaniem biskupów jest uczyć lud Ewangelii i miłości Chrystusowej, albowiem Chrystus nigdzie nie nakazał ogłaszać odpustów, lecz rozkazał wyraźnie, aby głoszona była Ewangelia. Jakiegoż niebezpieczeństwa, jakiej trwogi dozna biskup, który każe zamilknąć Ewangelii. W Bogu Najprzewielebniejszy Ojcze ! W instrukcji dla komisarzy, pod imieniem Waszej Elektorskiej Mości (z pewnością bez Waszej wiedzy) wydanej, jest napisane, że odpusty są najdroższym skarbem, mocą którego człowiek zostaje pojednany z Bogiem, a także, że ci, którzy listy odpustowe kupują, nie potrzebują więcej żałować za popełnione grzechy”.

Książę Albrecht wraz z listem Lutra otrzymał tekst 95 tez. Nie zamierzał jednak wdawać się w jakąkolwiek dyskusję z bliżej mu nie znanym mnichem augustiańskim na temat odpustów, z których czerpał zyski. Ten dumny książę Kościoła wolał skwitować milczeniem wystąpienie Lutra. Milczał – przynajmniej do pewnego czasu.

Również na pismo Lutra nie nadchodziła odpowiedź od biskupa Hieronima Schulze z Brandenburga, któremu bezpośrednio podlegał Wittenberski Reformator. Powodowało to pewne napięcie. Gdy wreszcie odpowiedź nadeszła, sprawa tez Lutra była już głośna w całych Niemczech.

Ks. doktor Marcin Luter, który przybił swoje tezy na temat odpustów na drzwiach kościoła zamkowego w Wittenberdze nie chciał, by ktokolwiek oprócz niego ponosił odpowiedzialność, gdyby okazało się, że się myli, lub gdyby obłożono go klątwą.

O zamiarze wystąpienia przeciwko handlowi odpustami Luter nie powiadomił księcia Fryderyka Mądrego. Nie przesłał mu również odpisu tez, co miał mu książę za złe. Doniósł o tym Marcinowi Lutrowi kanclerz księcia, Jerzy Spalatin. Wittenberski Reformator, broniąc się i przedkładając swoje racje, pisał: „Nie chciałem tez moich przesyłać najjaśniejszemu księciu i otoczeniu jego przed doręczeniem ich tym ludziom, przeciwko którym są wymierzone, a to dlatego, aby nie pomyślał ktoś, że wydałem je bądź to z polecenia dworu, bądź dla zaskarbienia sobie łaski księcia, bądź przeciwko arcybiskupowi mogunckiemu. Słyszę, że niektórzy już sobie tak rzecz tłumaczą. Mogę spokojnie zaprzysiąc, że tezy wydałem bez wiedzy księcia Fryderyka”. Jednakże książę Fryderyk Mądry gniewał się na Lutra z powodu jego tez przeciwko odpustom. Złożyło się na to wiele przyczyn. Spalatin musiał uspokajać i przekonywać księcia, że augustiański mnich z Wittenbergi ma rację w sprawie odpustów, jak również leży mu na sercu chwała Chrystusa i dobro Kościoła.

Luter oczekując na publiczną dyskusję i odpowiedź arcybiskupa mogunckiego oraz biskupa brandenburskiego przeżywał ciężkie chwile. Zmagał się z samym sobą. Wielu duchownych z otoczenia Lutra zgadzało się z jego poglądami, ale nie wszyscy pochwalali jego wniosek rozprawienia się z kaznodziejami odpustowymi. W zakonie augustianów obawiano się gwałtownej reakcji dominikanów. Cios wymierzony przeciwko Lutrowi mógłby dosięgnąć całą kongregację, do której należał Luter.

Zniecierpliwiony i zawiedziony brakiem reakcji na swoje tezy, rozesłał Luter kilka egzemplarzy przyjaciołom, którzy postarali się o wydanie ich drukiem, a tym samym rozpropagowali je w całych Niemczech. Tezy Lutra czytali niemal wszyscy. Budziły zrozumiałe zainteresowanie. Widziano w nich manifest zwiastujący nadejście nowych czasów. Do publicznej dysputy jednak nie doszło. Luter oczekiwał na nią. Dążył do jej sprowokowania. Nie osiągnął jednak zamierzonego celu. Stało się coś, czego się nie spodziewał. Ruszyła lawina.

W bardzo krótkim czasie wszyscy na terenie Niemiec mówili na temat tez Lutra. Jedni czytali je i witali z radością, inni lękali się o losy śmiałka z Wittenbergi, jeszcze innych przyprawiały o wściekłość. Do tych ostatnich należał Jan Tetzel, który tezy Lutra otrzymał z rąk Hieronima Schulza, biskupa brandenburskiego. Tetzel zareagował gwałtownie. „W ciągu trzech tygodni heretyk znajdzie się na stosie”, wołał z właściwą sobie chełpliwością i pewnością siebie.

W grudniu 1517 roku do Wittenbergi dotarły pierwsze wiadomości o reakcji wpływowych osób na tezy Lutra. Pewne obawy budziła wiadomość o zbliżającej się kapitule dominikańskiej, która miała zebrać się w styczniu we Frankfurcie. Dominikanie kierowali inkwizycją i należało się spodziewać, że dominikanin Tetzel będzie nalegał na konfratrów, by rozpoczęli przeciwko Lutrowi dochodzenie. Właściwie tezy Lutra były pomyślane jako przedmiot publicznej akademickiej dyskusji i nie dawały podstaw do rozpoczęcia dochodzenia mającego na celu oskarżenie o herezję. Jednakże w owych czasach nie zastanawiano się, co można, a czego nie można. Sprzedawanie odpustów jest tego wymownym przykładem.

Do pierwszej publicznej i urzędowej reakcji na tezy Lutra doszło właśnie we Frankfurcie, gdzie Tetzel zdołał przekonać doktora Konrada Kocha zwanego Wimpiną, by napisał tezy przeciwko Lutrowi. Tetzel był dobrym sprzedawcą odpustów, ale na teologii się nie znał. Dysputa na temat tez Wimpiny w liczbie 106 odbyła się 20 stycznia 1518 roku. ˙Luter z wielu powodów nie mógł wziąć w niej udziału. Nie zrobiła też większego wrażenia, gdyż tezy Wimpiny właściwie zawierały wszystko to, co Luter zwalczał w swoich tezach. Poglądy sprzeczne ze zdaniem Lutra w sprawie odpustów traciły wyraźnie na popularności. I chociaż tezy Konrada Kocha graniczyły z formalną herezją, wyraźnie bowiem stały w sprzeczności ze zdrowym nurtem teologii Kościoła, to jednak nie przeciwko Wimpinie, lecz przeciwko Lutrowi zamierzano wytoczyć proces o herezję.

Do Wittenbergi docierały też radosne wieści. Wielu uczonych i światłych mężów zainteresowało się tezami Lutra. Należał do należał wielki humanista Erazm z Rotterdamu. Dzięki jego przyjaźni z Tomaszem Morem dotarły w marcu 1518 roku do Anglii. Albrecht Dürer przesłał Lutrowi, wraz z miłym listem kilka swoich drzeworytów. Biskup Merseburga miał oświadczyć, że tezy winny być ogłoszone w innych miejscowościach, gdyż należało ostrzec ludzi przed nadużyciami Tetzla. Radość budził przede wszystkim entuzjazm, z jakim czytano w Niemczech tezy Lutra. Jednakże ta radość nie trwała długo. Należało właściwie ocenić zaistniałą sytuację. Na horyzoncie zaczęły pojawiać się ciemne chmury. Burza była nieunikniona. Czy przyniesie zniszczenie, czy odświeży atmosferę?

sobota, 31 października 2009, mku841

Polecane wpisy