Blog > Komentarze do wpisu

13. Proces o kacerstwo przeciwko Lutrowi

Historii nie tworzą jednostki, chociaż niejednokrotnie wybitne osobowości mają na nią znaczący wpływ. Historia jest splotem tendencji i wydarzeń, pewnego rodzaju wypadkową przeciwnych sobie sił. Żadne zjawisko historyczne nie może więc być rozpatrywane w izolacji i oderwaniu od całego kompleksu zjawisk właściwych dla danej epoki. Na sprawę odpustów i wywołany przez nią bieg wydarzeń nie można patrzeć tylko jak na zjawisko religijne. Oczywiście sprawa odpustów jest zagadnieniem czysto religijnym, jednak na wydarzenia spowodowane wystąpieniem ks. doktora Marcina Lutra miała wpływ także sytuacja polityczna, a nawet kulturalna pierwszych lat XVI wieku.

Wystąpienie Lutra zbiegło się ze śmiercią cesarza Maksymiliana (12 stycznia 1519 r.). Sprawę następcy rozważano znacznie wcześniej. Kuria rzymska miała związane ręce. Nie było wiadomo, czy cesarzem Niemiec zostanie Karol z Gandawy, czy też król Francji, Franciszek I. Polityczne rozgrywki nie pozwalały papieżowi podjąć zdecydowanych działań przeciwko Lutrowi nie tylko dlatego, że nie znał zamiarów wobec Lutra głównych kandydatów do cesarskiego tronu, lecz również i dlatego, że w grę jako ewentualny kandydat wchodził także Fryderyk Mądry. Książę saski, którego poddanym był Luter, znajdował się wśród elektorów i nie należało go sobie zrazić. Fryderyk Mądry natomiast nie zamierzał wydać swojego poddanego w ręce papieża, chociaż nigdy nie opowiedział się wyraźnie po stronie Lutra. Polityczny układ sił zdecydował więc, że proces Lutra o kacerstwo nie rozwijał się po myśli Rzymu.

Wieść o wystąpieniu Marcina Lutra w sprawie odpustów dotarła do Rzymu dość wcześnie. Sądzono jednak, że jest to sprawa czysto akademicka, zwykła sprzeczka mnichów o słowa. Arcybiskup Moguncji Albrecht jako pierwszy doniósł oficjalnie papieżowi o wystąpieniu Lutra przeciwko odpustom. Oskarżając go o głoszenie nowych doktryn, przesłał papieżowi tekst tez Lutra. W ten sposób przygotowano grunt pod przyszły proces przeciwko wittenberskiemu profesorowi. Jednakże Lutra o wysłaniu tez papieżowi nie powiadomiono.

Kapituła dominikańska obradująca we Frankfurcie nad Menem wysłała do Rzymu list, w który oskarżała Lutra o herezję. Tetzel dopiął swego. Kardynał Cajetan, uczony teolog, dowiedziawszy się o doniesieniu kapituły dominikańskiej, zainteresował się sprawą Lutra. Wszelkie działania przeciwko Lutrowi zostały jednak na pewien czas wstrzymane, a to ze względów politycznych wyżej przedstawionych. Z Fryderykiem Mądrym należało się liczyć. Był zbyt potężny, by lekceważyć jego wolę. Obawiać się też należało, w sytuacji wyboru nowego cesarza, tendencji separatystyczno-nacjonalistycznych. Rzym straciłby na tym najwięcej.

Rozgorzała jednak wojna teologów. Tezy Tetzla, przygotowane przez Konrada Kocha zwanego Wimpiną, były jedynie preludium do owej utarczki słownej. W Rzymie w sprawie tez Lutra zabrał głos cenzor, dominikanin, Sylwester Mazzolini Prierias. Odpowiedź rzymskiego cenzora, napisana w formie dialogu, pełna jest kpiny, zajadłości i szyderstwa. Zwraca się do Lutra: „ojciec twój zapewne był psem, a psy kąsają” (...) „gdyby papież dał ci tłuste biskupstwo (..) wspierałbyś sprawę odpustów”. Nie waha się również grozić Lutrowi, przypominając, że Kościół rzymski w osobie papieża reprezentuje najwyższą duchową i świecką władzę. Jest przeto dość silny, by zmusić odszczepieńców do posłuszeństwa za pomocą świeckiego ramienia i nie potrzebuje przedstawiać szaleńcom dowodów teologicznych.

Ks. doktor Marcin Luter początkowo sądził, że pisemko zawierające dialog pomiędzy nim a Prieriasem napisał Ulrych von Hutten lub ktoś z jego kręgu. Miałoby ono wtedy za zadanie w bardzo zręczny sposób wyszydzić ciemnotę i obskurantyzm niektórych osobistości kościelnych. Luter nie wierzył, że papież Leon X i jego otoczenie wystąpi przeciwko niemu. Bronił przecież słusznej sprawy i w swoich tezach nie tylko niczym nie uraził papieża, ale wziął go w obronę. Wittenberski Reformator przekonawszy się później, że jego rozumowanie było błędne, zdecydowanie przeciwstawił się poglądom Prieriasa. W swej odprawie przypomniał na wstępie słowo Pawła z Listu do Galacjan (1,8) oraz słowa ojca Kościoła, Augustyna: „Jedynie kanonicznym księgom Pisma Świętego okazuję cześć, bo w nieomylność ich wierzę. Jeśli chodzi o inne pisma, nie wierzę w to, co one mówią, jeśli do uwierzenia im nie posiadam innych powodów, jak tylko te, że one same tak mówią”.

Sylwester Mazzolini Prierias odpowiedział Lutrowi na jego odprawę. Niebawem posypało się mnóstwo innych pism polemicznych. Głos w sprawie tez zabrał Jakub Hochstraten z Kolonii, również dominikanin. Praca Hochstratena nie przedstawia większej wartości. Jako inkwizytor groził w niej Lutrowi śmiercią. Luter zaś odpowiedział na nią krótko, lecz zdecydowanie. Zupełnie inny charakter miało wystąpienie niedawnego przyjaciela Lutra, Jana Ecka z Ingolstadtu. Słowa Ecka były wyważone, nie ociekały jadem, jak wypowiedzi Prieriasa i Hochstratena, i zawierały pewien ładunek rzeczowej krytyki. Jednakże Luter był egzegetą, Eck zaś scholastykiem i argumentacja Ecka mijała się z celem. Eck uraził też wittenberskiego profesora wyrażając się w pewnym miejscu o nim pogardliwie. Słowa pogardliwe mniej ranią, gdy zostaną wypowiedziane przez wroga, natomiast bolą gdy wypowiadają je usta przyjaciela. Luter w liście do Egrana, proboszcza z Zwickau, zwierzał się ze swojego wewnętrznego bólu, zadanego mu przez Ecka w dziełku zatytułowanym „Obelisci” (Lance). Marcin Luter pisał, że został tam nazwany jadowitym człowiekiem, Czechem, kacerzem, burzycielem, głupim człowiekiem bez nauki i bluźniercą przeciwko papieżowi.

Wittenberski profesor odpowiedział na wywody teologiczne Jana Ecka z Ingolstadtu dziełkiem pt. „Asterisci” (Gwiazdeczki), wykazując w nim swojemu przeciwnikowi, że w jego pracy brak zupełnie nauki Pisma Świętego. Dał mu też do zrozumienia, że czuje się dotknięty. Nie pozostaje jednak dłużny swojemu niedawnemu przyjacielowi, nazywając jego dziełko „piekielnym kołaczem”. Wydaje się, że Eck przez moment żałował swojego kroku, na co wskazuje jego list do Karlstadta, ale nie wycofał się z drogi, na którą wkroczył. Luter był gotowy pogodzić się z Eckiem na skutek zabiegów pojednawczych Krzysztofa Scheurla. Napisał: „Jam gotów do wojny i do pokoju, lecz ja wybieram pokój”. Ale o pokoju nie mogło już być mowy. Zarówno z jednej, jak i z drugiej strony za wiele zostało powiedziane. Luter także pośrednio dotknął Ecka pisząc wcześniej: „Bezwstydnie postępuje ten, kto w filozofii Arystotelesa uczy czegoś, co nie da się udowodnić z pism tego autora. Musisz się ze mną zgodzić, że daleko bezwstydniej postępuje sobie taki zuchwalec, który w Kościele wobec chrześcijan twierdzi coś, czego nie uczył Chrystus Pan”. Nie da się ukryć, że Luter miał na myśli Ecka. Ambitny doktor z Ingolstadtu nie odpowiedział więc na list, w którym Luter gotowy był do pojednania.

Jak już wspomnieliśmy, grunt pod proces Lutra o kacerstwo został przygotowany. Jednakże z dnia na dzień wzrastała popularność wittenberskiego profesora. Przybrała na sile szczególnie po kapitule augustianów, która miała miejsce wiosną 1518 roku w Heidelbergu. Luter był zobowiązany wziąć w niej udział. Jednakże tak daleka podróż nie musiała być bezpieczna. Dominikanie mogli przygotować porwanie Lutra w celu odesłania go do Rzymu. Fryderyk Mądry zaopatrzył więc Lutra w odpowiednie pisma polecające go ważnym i wpływowym osobistościom, mieszkającym na trasie z Wittenbergi do Heidelbergu. Luter wyruszył w podróż pieszo 9 kwietnia wraz z bratem Leonardem Beierem. W Würzburgu Luter został przyjęty przez biskupa Lorenza z Bibra, w Heidelbergu zaś przez palatyna Wolfganga. W trakcie podróży spotkał się z Janem Staupitzem oraz swym przyjacielem Janem Langiem z Erfurtu. 26 kwietnia w klasztorze augustianów odbyła się publiczna dysputa na temat tez ułożonych przez Lutra. Luter zaprezentował w nich swoją nową teologię. Ujął je w formie zdań zawierających pozorne paradoksy. Dysputa zrobiła na zebranych wielkie wrażenie, nie wyłączając palatyna Wolfganga, który o sukcesach Lutra powiadomił księcia Fryderyka Mądrego. Wśród słuchaczy obecni byli: młody dominikanin Marcin Butzer oraz Jan Brentz i Erhard Schnepf, późniejsi gorliwi krzewiciele haseł reformacyjnych.

W drodze powrotnej Luter usiłował przekonać w Erfurcie swojego dawnego nauczyciela Trutfettera, by porzucił uprawianą teologię. Jednakże wysiłki Lutra nie przyniosły owoców.

Sprawa Lutra w Rzymie dojrzała. Na rozpoczęcie dochodzenia przeciwko niemu nalegał także stary cesarz Maksymilian, obiecując pomoc w ujęciu i godnym ukaraniu Lutra. Papież wciąż nie chciał sobie zrazić Fryderyka Mądrego. Z punktu widzenia interesów Rzymu byłby on wygodniejszym cesarzem aniżeli Karol z Gandawy. Leon X uległ więc żądaniom Fryderyka Mądrego, by Luter został przesłuchany nie w Rzymie, lecz w Niemczech. Zadanie to powierzono kardynałowi Tomaszowi de Vio, zwanemu Cajetanem, wielkiemu uczonemu i zwolennikowi teologii Tomasza z Akwinu. Do spotkania kardynała Cajetana, także protektora zakonu dominikanów, z profesorem z Wittenbergi doszło, gdy obradował sejm w Augsburgu, czyli w październiku 1518 roku. Przed spotkaniem odwiedził Lutra przedstawiciel kardynała, Włoch Serralonga, który postawił sobie za cel namówić wittenberskiego profesora do odwołania swoich poglądów. W istocie rzeczy o nic innego nie chodziło Cajetanowi. Nie zamierzał dyskutować z Lutrem. Jako dobry teolog zdawał sobie sprawę, że dyskusja z Lutrem nie będzie łatwa, nie uzna on bowiem żadnych argumentów, które nie będą zgodne ze Słowem Bożym. Luter zaś był przekonany, że nie tylko ma rację, ale również powinien walczyć o zwycięstwo nowego odczytania Ewangelii Jezusa Chrystusa.

Przesłuchanie w Augsburgu nie spełniło więc oczekiwań Cajetana i nie załagodzono sprawy rzekomej herezji Lutra. I chociaż Cajetan na życzenie księcia elektora rozmawiał z Lutrem po ojcowsku, nie potrafił jednak nie okazać niemieckiemu mnichowi swojego poczucia wyższości. Wyczuwał to Luter i dlatego jego odpowiedzi i gesty, jednakowoż pełne należnego szacunku, były zdecydowane. Spotkanie Cajetana z Lutrem okazało się spotkaniem dwu światów i dwu sposobów myślenia. I wydaje się, że wtedy w Augsburgu Cajetan w większej mierze aniżeli Luter, zdawał sobie sprawę, że kompromis nie będzie możliwy. Zażądał więc jedynego słowa, jakie winien wypowiedzieć Luter: odwołuję. Proces o herezję zostałby wtedy zakończony.

sobota, 31 października 2009, mku841

Polecane wpisy