Blog > Komentarze do wpisu

14. Po przesłuchaniu w Augsburgu

Rozmowa Lutra z Cajetanem w Augsburgu nie przyniosła oczekiwanego przez obie strony zakończenia sprawy. Pragnienie Lutra było odmienne od dążeń Rzymu reprezentowanego w Niemczech przez legata papieskiego, który prowadził rozmowy z wittenberskim profesorem. Luter chciał, żeby wysłuchano go z powagą i wzięto pod uwagę pilną potrzebę naprawy Kościoła. Faktycznie starania Rzymu były skierowane przeciwko Lutrowi. Jeśli dotychczas nie przyniosły wiadomego rezultatu, to tylko dlatego, że nie sprzyjał temu aktualny polityczny układ sił w Europie.

Po powrocie do Wittenbergi Luter przekonał się, że w otoczeniu papieża nikt nie myśli poważnie o odnowie i naprawie Kościoła, a jego przeciwnicy nie cofną się nawet przed fałszerstwem, byle osiągnąć cel. Chociaż sam Leon X liczył się z wymogami wielkiej polityki, to wielu różnych konfratrów żyjących z tronu papieskiego wszelkimi sposobami usiłowało zniszczyć wittenberskiego „kacerza”. W Wittenberdze zaś po powrocie z Augsburga zgotowano Lutrowi miłe przyjęcie. Otoczono go szacunkiem. Wśród profesorów znalazł szczerych i oddanych przyjaciół – m.in. należał do nich niedawno przyjęty do pracy na wittenberskiej wszechnicy magister Filip Melanchton, młody humanista, w przyszłości wierny współpracownik Lutra.

Cajetan po rozmowie przeprowadzonej z Lutrem poinformował księcia Fryderyka Mądrego o przebiegu spotkania i w sposób nie narzucający się, by nie urazić księcia elektora, acz stanowczy przekonywał go o potrzebie wydania Lutra w ręce rzymskiej sprawiedliwości. Książę, który dotychczas nie spieszył się z ułatwianiem Rzymowi podjęcia procesu przeciwko swojemu poddanemu, teraz, przekonany przez kanclerza Spalatina oraz pozostałych wittenberskich profesorów, był zdecydowany odmówić wydania Lutra – tym bardziej że sam uznał, iż wiele postulatów zgłaszanych przez augustiańskiego mnicha jest słusznych i dlatego godnych wcielenia w życie. Luter zaś nie chciał sprawiać księciu kłopotów i nawet zamierzał, za jego pozwoleniem opuścić Wittenbergę. Do tego jednak nie doszło, choć wrogowie Lutra nadal domagali się procesu i przykładnego ukarania „zuchwałego kacerza”. W obliczu grożącego niebezpieczeństwa, 28 października 1518 roku Luter złożył w kaplicy Świętego Ducha w Wittenberdze apelację do soboru.

Rzym prowadził jednak swoją politykę. Na podstawie opracowanego przez kardynała Cajetana sprawozdania z końca 1518 roku ogłoszono bullę „Cum postquam” regulująca sporną sprawę odpustów. Bulla zapewniała, że odpusty nie likwidują winy, która jedynie przez pokutę może być odpuszczona, natomiast znoszą kary nałożone przez Kościół na ziemi oraz kary czyśćcowe. Nie potępiła jednak dotychczasowych nadużyć handlarzy odpustami. Chociaż Rzym określił swoje stanowisko w spornej sprawie, jednakże nie uczynił nic, aby zakończyć ją na drodze teologicznego dialogu. W ogóle takiej drogi nie widział.

W Rzymie postanowiono pertraktować z księciem Fryderykiem Mądrym oraz Lutrem. Stary cesarz umarł; wprawdzie godnością cesarza obdarowano Habsburga, króla Hiszpanii Karola, ale wciąż należało liczyć się z Fryderykiem Mądrym. Ponadto nie znano jeszcze stanowiska Karola V w sprawie Lutra.

W celu prowadzenia dalszych pertraktacji wysłano z Rzymu do Saksonii szambelana dworu papieskiego Karola Miltitza, szlachcica pochodzącego z Saksonii, człowieka gładkiej mowy, amatora mocnych trunków i dworaka. Szambelan może i szczerze pragnął pojednania stron, jednakże ani nie znał teologii, ani nie rozumiał pobudek wystąpienia Lutra. Miltitz spotkał się z Lutrem w Altenburgu. Luter nie traktował poważnie schlebiających mu słów, czczych zapewnień i ulotnych propozycji. W Kościele nie może być mowy o kompromisie, jeżeli nie jest on zawarty na solidnych podstawach. Luter był nawet skłonny napisać list do papieża Leona X, w którym pragnął wyznać swą porywczośc i obiecać, że wezwie swoich zwolenników, by nie szkodzili Kościołowi rzymskiemu. Przede wszystkim zobowiązał się milczeć, jednakże pod warunkiem, że jego przeciwnicy również zamilkną. Miltitz obiecał o tym powiadomić papieża. Kwestie sporne miano powierzyć do rozstrzygnięcia któremuś z arcybiskupów. Luter w związku z tym powiedział: „Być może, papież nie zechce, aby go sądził ktokolwiek z ludzi, przeto i ja nie poddam się pod sąd papieża”.

Miltitz spotkał się także z Janem Tetzlem, znienawidzonym handlarzem listów odpustowych. Wezwany do Altenburga nie zjawił się przed obliczem papieskiego szambelana. Ten więc sam udał się do Lipska, gdzie Tetzel od pewnego czasu przebywał niemalże w ukryciu, zapomniany i wzgardzony. Chociaż tak bardzo chciał Lutra wysłać na stos, Wittenberski Reformator nie przeklinał go jak to czynili inni. Wysłał do niego pełen współczucia serdeczny list. Tetzel niebawem umarł.

Plan Miltitza, który dążył do kompromisu, był nierealny. Zbyt dużo ludzi zarówno po jednej, jak i drugiej stronie zaangażowało się w sprawę Lutra. Przeciwnicy dążyli do unicestwienia Lutra, ich zdaniem, zbyt niebezpiecznego dla Kościoła. Utarczki szukał głównie Jan Eck. Nie mógł jednak oficjalnie wystąpić przeciwko wittenberskiemu teologowi. Wezwał więc profesora Karlstadta, do publicznej dysputy, która odbyła się w Lipsku i trwała od 27 czerwca do 16 lipca 1519 roku w obecności księcia Jerzego, dostojnych gości oraz licznie zgromadzonego tłumu. Eckowi chodziło właściwie o dysputę z Lutrem i czynił wszystko, aby go sprowokować. Luter wstąpił w szranki z Eckiem 4 lipca, a tematem dysputy głównie była władza papieża. Eck i jego zwolennicy obwinili Lutra, że sprzyja husyckiemu kacerstwu, na co Luter musiał odpowiedzieć, że niektóre nauki czeskiego reformatora Jana Husa są zgodne z Pismem Świętym (Hus został potępiony przez Sobór w Konstancji w 1415 roku i w tymże mieście spalony). Eck tak poprowadził dysputę, iż Luter posunął się do stwierdzenia, że papież i sobory mogą się mylić. Natomiast nieomylne jest jedynie Słowo Boże. Dysputa lipska, która nie przyniosła rozstrzygnięcia, uświadomiła Lutrowi, że nie może być mowy o ugodzie z Rzymem, papiści bowiem zgotować mu los, jaki wówczas spotykał heretyków i kacerzy. Spodziewać się należało rychłego zakończenia sprawy Lutra, tym bardziej że kuria rzymska już wiedziała, iż nowo wybrany cesarz Karol V poprze wszelkie poczynania Rzymu.

Dochodzenie przeciwko Lutrowi, oparte na donosach, a nawet sfałszowanych dokumentach, i bez rzetelnego zbadania jego poglądów przez grono kompetentnych teologów, dobiegało końca. W czerwcu 1520 roku papież Leon X uczestniczący podówczas w polowaniu na dziki w północnej Italii wydał bullę, w której ostrzegał Lutra i wzywał go do odwołania głoszonej przezeń nauki w ciągu 60 dni. Bulla rozpoczynała się od słów: „Exsurge Domine” („Powstań, Panie, albowiem dzik pustoszy winnicę…”). Była pełna sprzeczności, wskazujących na to, że w Rzymie nie zadano sobie trudu, by solidnie i uczciwie zbadać sprawę wittenberskiego mnicha. Stanowiła jeszcze jedno świadectwo, iż ówczesnej kurii papieskiej wystarczyła pewność, że opór przeciwko Rzymowi nie jest możliwy, że należy się jej bezwzględne posłuszeństwo, a jej opinia jest ostateczna i nieodwołalna.

Niebawem miało się okazać, że zwolennicy papieża bardzo się pomylili, a ta pomyłka zaowocowała w groźne dla nich skutki.

sobota, 31 października 2009, mku841

Polecane wpisy