Blog > Komentarze do wpisu

4. W klasztorze

Na skutek przeżyć w dniu 2 lipca 1505 roku Marcin Luter przekroczył 17 lipca próg furty klasztornej zakonu augustianów eremitów w Erfurcie. W ciągu dwóch tygodni uporządkował wszystkie sprawy i ostatecznie zerwał z dotychczasowym życiem. Najpierw zawiadomił listownie ojca o ostatecznym postanowieniu wstąpienia do klasztoru. Kiedy przełożony klasztoru zgodził się na przyjęcie go do grona zakonników, Luter poinformował władze uniwersytetu o swojej decyzji. Otrzymał zezwolenie na przerwanie studiów, głównie zaś na zawieszenie prowadzonych przez siebie wykładów. Żegnając się z przyjaciółmi, rozdał między nich swoje skromne mienie. Z zadziwiającą konsekwencją zrywał Marcin Luter wszystkie nici, jakie łączyły go z środowiskiem. Niczego nie odwlekał. Był głęboko przekonany o słuszności swojej decyzji. Dlaczego Luter zdecydował się wstąpić do klasztoru augustianów eremitów?

W Erfurcie było wówczas aż sześć klasztorów. Oprócz augustianów osiedlili się tutaj franciszkanie, dominikanie, benedyktyni, kartuzi i serwici. Z franciszkanami miał już Luter styczność podczas nauki w szkole parafialnej w Eisenach. Przyjaciel Lutra, Jan Braun, był franciszkaninem. Jednakże nie do zgromadzenia braci reguły św. Franciszka z Asyżu, lecz do zakonu św. Augustyna[1], ojca Kościoła, skierował swoje kroki młody magister Marcin Luter. Zapewne wpływ na tę decyzję miało wiele przyczyn. Być może Luter mieszkał niedaleko czarnego klasztoru augustianów w Erfurcie. Klasztor augustianów eremitów w Erfurcie cieszył się sławą przodującego ośrodka kultywującego ascetyczne ideały. Surowa asceza zapewne imponowała młodemu Lutrowi, który przecież w czasie studiów nieraz zdawał sobie sprawę ze swojego duchowego położenia, własnej niemocy i kruchości ludzkiego życia. Sam zaś był wychowany w karności i surowości obyczajów. Dobrze pamiętał postać księcia ascety Wilhelma von Anhalt, zakonnika reguły Biedaczyny z Asyżu, żebrzącego na ulicach Magdeburga. Wpływ na decyzję Lutra, dotyczącą wyboru zakonu, mógł mieć również pęd do wiedzy, rozbudzony już w szkole w Eisenach. Zakonnicy augustiańscy z Erfurtu należeli przecież do ludzi wykształconych.

Zakon augustiański opiera się na regule, ułożonej w XII wieku na podstawie pism ojca Kościoła, św. Augustyna, a zatwierdzonej na Soborze Laterańskim w 1215 r. Powstał w 1244 roku przez połączenie różnych grup eremitów i pustelników, żyjących według tej reguły. Był to zakon żebraczy o dość surowej regule. Z biegiem czasu wiele klasztorów, szczególnie na terenie Italii, złagodziło dotychczasową regułę. Klasztor augustianów w Erfurcie został założony w 1266 roku i należał do prowincji saskiej. Obowiązywała w nim reguła obserwancka, surowa. Zakonnicy zgromadzeń obserwanckich utrzymywali się z jałmużny, pielęgnowali surową ascezę i rygorystycznie traktowali śluby zakonne, włącznie ze ślubami czystości.

Marcin Luter został 17 lipca 1505 roku przyjęty do klasztoru jako postulant. W kilka dni po przejściu przez klasztorną furtę otrzymał od ojca list napisany w bardzo ostrym tonie. Decyzja Marcina przekreśliła wszystkie związane z nim ambitne plany Hansa Lutra. Reakcja na doniesienie Marcina o jego nieodwołalnej decyzji była więc nadzwyczaj gwałtowna, charakterystyczna dla apodyktycznej natury ojca. Jednakże kilka dni później nadszedł drugi list, w którym ojciec zawiadomił syna, że właściwie pogodził się już z jego decyzją, chociaż niechętnie. Zapewne na tę zmianę nastroju ojca Lutra wpłynęła nagła śmierć dwóch młodszych braci Marcina, którzy zmarli właśnie około 17 lipca 1505 r.

W pierwszych dniach września 1505 roku Luter rozpoczął nowicjat. Od tej chwili wymagano od niego przestrzegania wszystkich reguł życia zakonnego. W dni postne, których liczba dochodziła do stu rocznie, spożywano tylko jeden posiłek, w pozostałe zaś dwa. Najbardziej jednak dokuczało zimno. Klasztornych cel nigdy nie ogrzewano. Kamienne posadzki wiały chłodem. Najtrudniej było w postne dni zimowe. W okresie nowicjatu Luter oczywiście musiał wypełniać różnego rodzaju niższe posługi, czasem nawet żebrać. Magistra Marcina Lutra jednakowoż przeznaczono do święceń kapłańskich i zobowiązano do studiowania teologii. Nie należy w tym upatrywać niczego szczególnego i wyjątkowego. Mnisi augustiańscy zazwyczaj byli ludźmi wykształconymi i nimi też obsadzano katedry na uniwersytetach. Tak będzie również w wypadku Lutra.

W początkach września 1506 roku Luter złożył śluby zakonne. Intensywnie przygotowywał się do święceń kapłańskich. Najpierw przestudiował dzieło wybitnego nominalisty Gabriela Biela z Tybingi o kanonie mszy. Poznał między innymi, jako teologiczną lekturę, Quaestiones Wilhelma Ockhama, Sentencje Piotra Lombardusa oraz komentarz do Sentencji autorstwa Gabriela Biela. Nieco później zgłębił klasyczne dzieła okresu scholastycznego, a mianowicie: Sumę teologiczną Tomasza z Akwinu oraz dzieła Dunsa Szkota i Aleksandra z Hales. Na polecenie zakonu Marcin Luter rozpoczął studia teologiczne, a ponadto wykładał na wydziale sztuk wyzwolonych.

Święcenia kapłańskie uzyskał 4 kwietnia 1507 roku w katedrze w Erfurcie z rąk biskupa Jana Bonemilcha von Laasphe. Prymicje przewidziano na dzień 2 maja w kościele klasztornym i miało to być niewątpliwie wielkie i ważne wydarzenie w życiu młodego zakonnika. Do celebrowania pierwszej mszy Luter przygotowywał się niezwykle sumiennie. Z prymicjami wiązał też pewne nadzieje, a mianowicie uzyskanie ukojenia dla duszy, bowiem niepokoje, jakie nachodziły go w okresie studiów na uniwersytecie w Erfurcie, nie ustąpiły po wstąpieniu do klasztoru. Życie zakonne, uważane za wyższy i lepszy model życia chrześcijańskiego, nie było pozbawione rozmaitych pokus, zwodniczych myśli, lęku o zbawienie. W wypadku Lutra nie działo się inaczej. Wiedział, że cokolwiek uczyni jako mnich asceta, nie wystarczy jako zadośćuczynienie za winy i grzeszne myśli. Świadomość grzeszności i bezradności wobec własnej grzesznej natury była u Lutra szczególnie wyostrzona. Jednakże święcenia kapłańskie ani prymicje nie dopomogły mu w przezwyciężeniu rozpaczy, która nękała go nieustannie i wciąż się pogłębiała.

Duchowym przewodnikiem Lutra w pierwszym okresie jego pobytu w klasztorze był Jan von Grefenstein. Ojciec Reformacji, wspominając później swojego duchowego przewodnika, zdawał sobie sprawę, że bardzo często irytował mistrza nowicjatu, użalając się na swoje dolegliwości duchowe. Jan von Grefenstein miał kiedyś mu powiedzieć: „Bóg nie gniewa się na ciebie, to ty gniewasz się na Boga”. Jakkolwiek byśmy rozumieli te słowa – jako żartobliwą odpowiedź na nieuzasadnione narzekania lub jako niezwykle trafną diagnozę stanu duszy Lutra, to jednak nie wystarczyły, by ugasić ogień niepokoju młodego zakonnika. Lęk Lutra nie był powierzchowny. Nie wyrastał z poczucia źle spełnianych obowiązków czy nieprzestrzegania przepisów zakonnych. Źródłem było głębokie poznanie rzeczywistej niemocy w walce z grzechem. Luter pozostawiony był sam sobie, chociaż bardzo często się spowiadał. Ciągle nie widział owego ratunku i wyzwolenia, jakie dane jest w Chrystusie. I ten stan wewnętrznego niepokoju miał trwać tak długo, dopóki Luter nie zrozumiał, że uczynkowa pobożność prowadzi donikąd, budząc jedynie niepewność rodzącą trwogę.

2 maja, w niedzielę Cantate, na uroczystość prymicji przybyli licznie zaproszeni goście. Luter zaprosił przyjaciela z Eisenach, Jana Brauna, a także swojego byłego nauczyciela Wiganda Gueldenapfa oraz swojego krewnego Konrada Huttera. Ojciec Lutra przyjechał w otoczeniu aż dwudziestu ludzi. Wśród nich byli: brat i szwagier Marcina, a także brat i przyjaciele ojca. Matka i siostry nie mogły uczestniczyć w uroczystości, gdyż reguła zakonna braci augustianów eremitów zabraniała niewiastom wstępu do klasztoru. Ojciec Lutra przywiózł z sobą bogaty podarunek dla klasztoru. Wydawać by się mogło, że pogodził się już z faktem wstąpienia syna do klasztoru. Niebawem okazało się coś innego.

Odprawienie pierwszej mszy było wielkim przeżyciem dla ks. Marcina Lutra. Wiązał z nią nadzieję na uwolnienie się od rozpaczy, jaka ogarniała jego serce. Jednakże, jak wspominał później, w trakcie zmawiania kanonu mszy załamał się przy słowach: „Te igitur, clementissime pater...” (Ciebie, najmiłościwszy Ojcze) i przyszła nań chwila wielkiej trwogi. Ks. Marcina Lutra przeraziła myśl, że oto stoi przed obliczem Boga. Nastąpiła reakcja podobna do tych, jakie opisuje Stary Testament, gdy ma miejsce bezpośrednie spotkanie ludzi śmiertelnych z Panem (por. np. Izaj.6). Świadomość, że oto stoi przed Wszechmogącym i ma złożyć Mu w oferze ciało i krew Syna Bożego, Jezusa Chrystusa, sparaliżowała na chwilę serce i usta Lutra. Bojaźni nie złagodził fakt, że zwracał się do Boga przez Jezusa Chrystusa, który przecież jest od Boga danym pośrednikiem między człowiekiem a Bogiem, Panem Zastępów. Możliwe, że Luter wtedy wcale nie zdawał sobie z tego sprawy. Ta prawda mogła być mu daleka i obca, Chrystus bowiem jawił mu się przede wszystkim jako surowy sędzia. Lęk potęgowała jeszcze myśl, że pomyli się przy zmawianiu przepisanych modlitw i słów ustanowienia Wieczerzy Pańskiej. Wiedział dobrze, iż wówczas ściągnie na siebie gniew Boży i winien będzie śmiertelnego grzechu.

Po odprawionej mszy, podczas uroczystego obiadu dla zaproszonych gości, który odbywał się w refektarzu, nastąpiła chwila odprężenia. Ale nie na długo. Marcin zabrał głos i zwierzył się, jak doszło do tego, że został bratem zakonnym. Kiedy mówił o swoim przeżyciu w dniu 2 lipca 1505 roku i ślubowaniu złożonym w czasie burzy, ojciec przerwał mu i właściwym sobie tonem powiedział: „Miejmy nadzieję, że nie były to diabelskie igraszki”. Marcin próbował rozładować napięcie i zakłopotanie zebranych. Jednakże ojciec Lutra, nie uznający sprzeciwów, przypomniał zebranym, a przede wszystkim synowi, przykazanie: „Czcij ojca swego i matkę swoją, aby ci się dobrze działo i abyś długo żył na ziemi”. Oznaczało to, że ojciec Marcina Lutra jeszcze całkowicie nie pogodził się z decyzją syna i bolał w sercu nad tym, że Marcin, wobec którego miał własne plany, nie podporządkował się jego woli. I właśnie w refektarzu klasztoru w Erfurcie dał temu wyraz w niewybredny i rubaszny sposób. Marcin Luter sposób bycia miał też po ojcu. Nie można jednak zapominać o tym, że w owej epoce większość Niemców cechowały wulgaryzm, rubaszność i dość niewybredne żarty. To nieprzyjemne zajście podczas obiadu nie zaszkodziło pozycji brata Marcina w klasztorze augustianów. Niebawem miały go spotkać zaszczyty.

 


[1] Augustyn (Aureliusz Augustyn), ur.354 r. w Thagaste w Numidu, zm.430 r. w Hippo - retor, biskup w Hippo; nawrócił się pod wpływem biskupa Ambrożego.

sobota, 31 października 2009, mku841

Polecane wpisy