| < Listopad 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
czwartek, 23 stycznia 2014
czwartek, 31 października 2013
Reformacja. O co właściwie chodziło?

     Prawie przez całe średniowiecze podnoszono co pewien czas hasło, wzy­wające do naprawy Kościoła. Czasem przeprowadzono pewne reformy, ale nie były one zadawalające i niewiele zmieniały w Kościele. Hierarchia kościelna właściwie nie była zainteresowana reformami.

     Kiedy 31 października 1517 roku mnich augustiański, Marcin, przybił na drzwiach Kościoła zamkowego w Wittenberdze 95 tez na temat odpustów, to nie chodziło o reformę Kościoła, lecz jedynie o wywołanie dyskusji na temat wartości odpustów, które na terenie Łużyc i zachodniej części Śląska sprzedawał dominikanin Jan Tetzel. Elektor saski Fryderyk Mądry nie zezwolił na sprzedawanie odpustów na swoim terenie. Książę nie lubił arcybiskupa Albrechta. Nie chciał też napełniać złotem jego kieszeni. Ale wielu poddanych księcia Fryderyka Mądrego wędrowało poza granice księstwa, aby nabyć dla siebie list odpustowy. Luter postanowił – bez inspiracji i zezwolenia księcia – rozprawić się z nadużyciami odpustowych kaznodziejów. Powodowały nim względy duszpasterskie i teologiczne. Przygotował atak na sprzedawców odpustów głównie dlatego, że nie mógł znieść bluźnierstwa przeciwko Chrystusowemu krzyżowi i że drogie mu było zbawienie ludzi mamionych przez odpustowych kaznodziejów.

     Luter powiadomił o swoim kroku arcybiskupa Albrechta oraz biskupa brandenburskiego Hieronima Schulza. Oczekując na publiczną dyskusję i odpowiedź arcybiskupa mogunckiego oraz biskupa brandenburskiego, przeżywał ciężkie chwile. Zmagał się z samym sobą. Wielu duchownych z otoczenia Lutra zgadzało się z jego poglądami, ale nie wszyscy pochwalali jego pomysł rozprawienia się z kaznodziejami odpustowymi. W zakonie augustianów obawiano się gwałtownej reakcji dominikanów, do których należał Tetzel. Cios wymierzony przeciwko Lutrowi mógłby dosięgnąć całą kongregację, do której należał Luter.

     Czy Luter 31 października 1517 roku wierzył w słuszność wszystkich swoich tez? To pozostanie kwestią otwartą, wszak trudno nam odtworzyć duchowe, wewnętrzne zmagania się Lutra. Nikt jednak nie odpowiedział na Lutrowe wyzwanie. Mógł się tego spodziewać, wszak koledzy z wittenberskiej wszechnicy byli całym sercem za jego teologią, natomiast ci z innych uniwersytetów milczeli, gdyż wówczas Wittenberga, jako miasto prowincjonalne, nie wzbudzała szczególnego zainteresowania tym, co się w niej dzieje.

     Wieść o wystąpieniu Marcina Lutra w sprawie odpustów dotarła do Rzymu dość wcześnie. Sądzono jednak, że jest to sprawa czysto akademicka, zwykła sprzeczka mnichów o słowa. Arcybiskup Moguncji Albrecht, jako pierwszy doniósł oficjalnie papieżowi o wystąpieniu Lutra przeciwko odpustom, ponieważ wystąpienie Lutra uderzyło w kasę arcybiskupa. Oskarżając go o głoszenie nowych doktryn, przesłał papieżowi tekst tez Lutra. W ten sposób przygotowano grunt pod przyszły proces przeciwko wittenberskiemu Profesorowi. O wysłaniu tez papieżowi Lutra nie powiadomiono.

     Luter nie chciał być reformatorem, ale uczyniła go nim historia. Historii nie tworzą jednostki, chociaż niejednokrotnie wybitne osobowości mają na nią znaczący wpływ. Historia jest splotem tendencji i wydarzeń, pewnego rodzaju wypadkową przeciwnych sobie sił, ścierających się poglądów i teorii. Żadne zjawisko historyczne nie może więc być rozpatrywane w izolacji i oderwaniu od całego kompleksu zjawisk właściwych dla danej epoki. Na sprawę odpustów i wywołany przez nią bieg wydarzeń nie można patrzeć tylko jak na zjawisko religijne. Oczywiście sprawa odpustów jest zagadnieniem czysto religijnym, jednak na wydarzenia spowodowane wystąpieniem ks. doktora Marcina Lutra miała wpływ także sytuacja polityczna, a nawet kulturalna pierwszych lat XVI wieku.

     Po przesłuchaniu Lutra przez Tomasza de Vio, zwanego Cajetanem, sprawy potoczyły się dość szybko, wszak rozpętała się prawdziwa burza, wśród której nie bardzo można było usłyszeć rzeczową dyskusję, warte przemyślenia argumenty, bowiem zagłuszone one zostały przez niewybredne paszkwile Sylwestra Mazzoliniego Prieriasa, Kochleusa i innych. Oczywiście Luter nie został dłużny i także począł ostro odpowiadać. Dyskusja teologiczna nie doprowadziła do pojednania, wszak przeciwnicy teologiczni Lutra należeli do zupełnie innego świata, do którego Luter także kiedyś należał, ale oderwał się od niego po głębokich przeżyciach, głównie pod wpływem studiów nad Biblią. Poziom teologiczny adwersarzy Lutra był mierny i dlatego do rozwiązania problemu sięgnięto po narzędzia polityczne. Sejm w Wormacji w 1521 roku, edykt wormacki, wyjęcie Lutra spod prawa, a następnie wyklęcie mnicha z Wittenbergi nie doprowadziły do zażegnania religijnego fermentu, który trafił na podatny grunt.

     Wydarzenia w Niemczech potoczyły się niezależnie od Lutra, chociaż nie bez niego. Jego pisma, głównie dedykowane Leonowi X dziełko pt. O wolności chrześcijanina, a także O niewoli babilońskiej Kościoła oraz Do chrześcijańskiej szlachty narodu niemieckiego stały się podstawą reformy Kościoła w wielu księstwach, należących wówczas do rzeszy i miastach, w tym również śląskich. W Saksonii, a także i w innych regionach Rzeszy, głównie  w wielkich miastach zaczęto głosić ewangelię według rozumienia Lutra. Kościół sam, automatycznie począł się reformować. Zaczął żyć nowymi ideami, odrzucając pewne doktryny, przede wszystkim zwyczaje nieznane pierwotnemu chrześcijaństwu. Książęta i rady miejskie uważały, że należy wziąć w swoje ręce reformę Kościoła, skoro hierarcha kościelna nie jest zdolna do odnowienia Chrystusowej owczarni.

     Z rąk Lutra otrzymał Kościół Biblię w zrozumiałej szacie językowej, dzieła liturgiczne i inne. I nie był to wówczas Kościół ewangelicki, chociaż głoszono w nim ewangelię o Chrystusie, o usprawiedliwieniu grzesznika z łaski bez uczynków z prawa, lecz Kościół katolicki, chociaż już nie taki jak w Rzymie i na wielu jeszcze miejscach. Lutrowi zarzucano, że rozbił Kościół, na co Luter wielokrotnie odpowiadał. W piśmie pt. Wider Hans Worst Luter pisał: „Tak powiadacie, my, papiści, pozostaliśmy w dawnym, uprzednio już istniejącym od czasów apostolskich Kościele, dlatego przysługuje nam prawo pochodzenia z dawnego Kościoła i aż dotąd w nim pozostajemy, wy zaś odpadliście od nas i staliście się nowym Kościołem przeciwko nam. Odpowiedź: Jak to, jeśli dowodzę, że my pozostajemy przy prawdziwym, od dawna istniejącym Kościele, że jesteśmy prawdziwym, od dawna istniejącym Kościołem, wy zaś odłączyliście się od nas, tj. od dawnego Kościoła, założyliście nowy Kościół przeciwko dawnemu Kościołowi”.  

     W Wyznaniu augsburskim z 1530 roku Filip Melanchton pisze: „Oto niemal cała nasza nauka, z której widać, że nie ma w niej nic, co by się nie zgadzało z Pismem lub z Kościołem powszechnym, albo z Kościołem rzymskim, jak dalece jest nam znany z pisarzy. Skoro więc tak się rzeczy mają, zbyt surowo osądzają nas ci, którzy się domagają, aby naszych uznano za heretyków. Całe nieporozumienie dotyczy tylko pewnych nie­licznych nadużyć, które się wkradły do Kościoła bez autoryta­tywnych podstaw. A gdyby nawet w tym przedmiocie były nie­jakie rozbieżności, to przecież biskupom przystoi taka łagod­ność, aby mając na względzie wyznanie, które właśnie przed­kładamy, cierpliwie naszych znosili. Albowiem nawet normy kanoniczne nie są tak surowe, aby wymagać wszędzie jednako­wych obrzędów, które też nigdy nie były jednakowe we wszy­stkich kościołach. Zresztą większość dawnych obrzędów su­miennie zachowujemy. Jest bowiem oszczerstwem, jakoby w naszych kościołach zostały zniesione wszelkie obrzędy i wszelkie dawne ustanowienia. Słusznie jednak narzekano jawnie, iż z powszednimi obrzędami związane są pewne nad­użycia. Dlatego to, czego nie można było zachować z czystym sumieniem, zostało częściowo naprawione”.

     Zreformowane Kościoły, oparte na ewangelii i nauce głoszonej przez Lutra i jego przyjaciół, nie miały problemu ze swoją tożsamością. Nie miały też większego kłopotu z rozpoznaniem tej części Kościoła, który został pod papiestwem. Chociaż z biegiem czasu, na skutek wyklęcia Lutra i niezbyt udanych prób reformy rzymskiego Kościoła, Luter krytycznie wypowiadał się o instytucji papiestwa, to jednak nigdy nie zakwestionował prawdziwości kościelnego urzędu w Kościele rzymskim i zawsze uznawał Kościół rzymski za część Kościoła powszechnego. Problem miał natomiast Kościół pod papiestwem. Zdecydowanie wybrał kurs na odmówienie eklezjalności ewangelickich społeczności i przypisanie sobie roli jedynego Kościoła.

     A więc, o co właściwie chodziło wówczas, kiedy na dobre rozpoczęło się dzieło odnowy Kościoła?

     Nie chodziło jedynie o sprawę odpustów. Nie chodziło o żadne kwestie ambicjonalne, wszak Luter był gotowy odwołać wszystko, co głosił, jeśli mu teologowie udowodnią na podstawie Pisma Świętego, że się myli. Nie chodziło o odrzucenie za wszelką cenę celibatu, wszak Luter – chociaż klasztory po wystąpieniu Lutra gwałtownie zaczęły świecić pustkami – dopiero pod naciskiem przyjaciół zdecydował się ożenić w 1525 roku. Zresztą całe życie ze swoją rodziną mieszkał w opuszczonym klasztorze w Wittenberdze. Nie chodziło o rozbicie Kościoła, ale o Chrystusa, którego miejsce w Kościele nikt i nic nie może zająć. Nie chodziło o samą instytucję Kościoła, ale o Jego istotę i powołanie. Nie chodziło też jedynie o człowieka, ale o Boga, któremu należy się cześć i chwała. Jeden ze współczesnych teologów rzymskokatolickich, ks. prof. Wacław Hryniewicz powiedział: „Geniusz religijny Marcina Lutra dostrzegł, że jedyny ratunek pochodzi od Boga. I że to jest dar. Że nie można go wysłużyć, nie można go zdobyć własnym wysiłkiem. Zbawienie ostatecznie jest darem, a to, co czynimy, to już jest owoc. Dar łaski przynosi w nas owoc. A więc: akcentowanie priorytetu Boga, Jego inicjatywy, Jego zbawczej mocy”.

     Rozbicie widzialnego Kościoła, Kościoła instytucjonalnego właściwie stało się faktem. Kościoły oparte na ewangelii, aby zaznaczyć swoją tożsamość poczęły się nazywać Kościołami ewangelickimi, luterańskimi, ewangelicko-augsburskimi. Jak Kościoły w czasach apostolskich, były Kościołami autonomicznymi. Łączyła ich wspólna wiara w Chrystusa, wypływająca z ewangelii i rozumienie obecności Chrystusa w słowie Bożym i sakramentach. Zdecydowana kontrreformacja, wojna 30-letnia (1618 – 1648) to rozbicie pogłębiły. Jednakże Kościoły luterańskie wyrażają nieustannie swoje głębokie przekonanie, że nie tylko należą do wielkiej rodziny Kościołów chrześcijań­skich, lecz że są Kościołem apostolskim, tkwiącym swoimi korzeniami przez naukę, wiarę i życie w Kościele założonym przez Ducha Świętego w Dniu Pięćdziesiątnicy (Dz 2,1nn). Uważają się za spadkobierców życia i wiary apostolskiej, czystej tradycji pierwotnego Kościoła.

ks. Manfred Uglorz

05:49, mku841 , Z kart historii
Link