| < Wrzesień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
sobota, 31 października 2009

MARCIN LUTER

OJCIEC REFORMACJI

 

Wstęp

Ks. doktora Marcina Lutra przyjęło się nazywać Ojcem Reformacji. Jednakże wcześniejsze od słynnego wystąpienia Lutra było powszechne u schyłku średniowiecza dążenie do reformy rzymskiego Kościoła. Nieustannie podnoszące się głosy i wezwania do odnowy chrześcijaństwa dowodzą, że koniecznie należało przeprowadzić reformę. Bez niej, obarczony balastem kilku niebiblijnych nauk, gromadzonych przez wieki, Kościół nie mógł już dalej prowadzić dzieła powierzonego mu przez Chrystusa.

Luter nie był też autorem hasła: „Kościół winien się nieustannie reformować”. Z woli Bożej stał się jednak jego realizatorem. Jeśli więc Lutra nazywa się Ojcem Reformacji, to głównie z tej przyczyny, że na fali dążeń do odnowy Kościoła świadomie podjął się tego dzieła, które w istocie rzeczy przekraczało siły jednego człowieka, i wywarł na nim wyraźne piętno swojej osobowości i duchowości.

Luter nie był też bezwolnym narzędziem w ręku szesnastowiecznego społeczeństwa, podświadomie wyczuwającego zbliżającą się wolność. Na drogę reformy Kościoła, który ukochał całym sercem, wszedł Luter w oparciu o nowe rozumienie Ewangelii Jezusa Chrystusa. Był mężem Kościoła – służył mu z najlepszej chęci, poświęcając wszystkie swe zdolności i umiejętności.

Ojciec Reformacji miał potężnego sprzymierzeńca. Nie była nim żadna z ówczesnych warstw społecznych. Luter nie szukał wsparcia u książąt ani popularności u mas chłopskich. Pomawianie go o współpracę z ówczesną oligarchią jest wielkim nieporozumieniem. Kontakty z książętami saskimi wynikały z istniejącego porządku społecznego. Luter zawsze świadom poselstwa zleconego mu przez Boga. Swym spojrzeniem obejmował wszystkich ludzi, gdyż jako doktor Pisma Świętego doskonale znał słowa apostoła Pawła: „(Bóg) chce, aby wszyscy ludzie byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4). Sprzymierzeńcem Lutra była teologia, którą od wieków uważano za koronę nauk. Właśnie na płaszczyźnie teologicznej rozpoczął się bój o nowe oblicze Kościoła. Teologia Lutra wyrosła z nieustającego obcowania ze Słowem Bożym. Także nie ulega wątpliwości jej ścisłe powiązanie z myślą teologiczną pierwotnego chrześcijaństwa. Jednakże reformacyjna teologia wyraźnie pozostawała w opozycji wobec wielu dylematów rzymskiej doktryny kościelnej obowiązującej w tamtym okresie.

Głębokie poznanie prawdy o Bogu decyduje o życiu Ludu Bożego. Wiara kształtuje etos, styl i sposób życia. Bój o nowe oblicze Kościoła był także walką o odnowienie życia, które by opierało się na Słowie Bożym. Reformacja nie oznaczała więc buntu przeciwko hierarchii kościelnej, jak niejednokrotnie usiłuje się ją przedstawiać, lecz walczyła o czystość nauki, świętość Kościoła i doskonałość chrześcijańskiego życia. Reformacyjną teologię pojmowano nie jako wynik wysiłku ludzkiego rozumu przedstawiony do zaakceptowania, lecz jako sformułowanie treści wiary, wypływającej ze Słowa Bożego, uznawanego za jedyny autorytet zarówno w sprawach samej wiary, jak i norm postępowania. Reformacyjna teologia zwiastowała Ewangelię o Jezusie Chrystusie, ewangelię, która zgodnie ze świadectwem apostoła Pawła „jest (...) mocą Bożą ku zbawieniu każdego, kto wierzy” (Rz 1,16). W nauczaniu reformatorów tkwiła dzięki temu niezwykła moc przekonywania i pozyskiwania serc dla Chrystusa.

W życiu Marcina Lutra nie ma nic szczególnego i wyjątkowego. Nie wyprzedził swojej epoki. Należał w szerokim tego słowa znaczeniu, do pokolenia żyjącego u schyłku średniowiecza. Nie był pozbawiony wad. Jednakże wyrastał ponad przeciętność. Z jego imieniem na zawsze zostało związane dzieło, które zadecydowało o kształcie i obliczu zachodniego Kościoła, nawet jeśli uległ on podziałowi. Nie można rozpatrywać fenomenu reformacji tylko na płaszczyźnie społeczno-ideologicznej. Bez Ducha Bożego, Jego ożywczego tchnienia, nie byłoby możliwe przeprowadzenie reformy i odnowy Kościoła. Reformacja to nie wyłączne dzieło ks. Marcina Lutra, chociaż nazywa się go Ojcem Reformacji. Odnowa Kościoła to dzieło Boże, upomnienie się Chrystusa o właściwe dla Niego miejsce pomiędzy ludźmi. I tak Luter rozumiał uwieńczenie trudu swojego życia. Natomiast we własnej osobie widział tylko oporne i niedoskonałe narzędzie Boże. Dzieło dokonane tym narzędziem przetrwało do dzisiaj.

Wiele napisano na temat epoki, w której żył i działał Luter. Jednakże zarówno obraz epoki, jak i wizerunek duchowy Lutra nie jest w tych pracach jednolity. Schyłek średniowiecza niejednokrotnie nazywano złotym wiekiem chrześcijaństwa, tymczasem ze źródeł uznanych za rzetelne i obiektywne wiadomo, że w średniowieczu Kościół odszedł zarówno od ewangelicznych prawd, jak i od prostoty i czystości życia chrześcijańskiego. Z epoką oraz poszczególnymi aspektami życia Kościoła, jak nadużycie władzy kościelnej czy wypaczenia doktrynalne, zapoznamy się bliżej w trakcie omawiania następnych etapów życia Ojca Reformacji. W tym miejscu wystarczy stwierdzić, że powszechna, chociaż czasem nie skonkretyzowana, tęsknota za odnową życia Kościoła, dostrzegana zarówno w kręgach kościelnych, jak i pozakościelnych, świadczy także o zmurszeniu gmachu Kościoła i o słabości jego oddziaływania. A celem Kościoła winno być właśnie oddziaływanie gwoli odnowienia serc Ludu Bożego.

Nie wszystkie pędy na winnym krzewie chrześcijańskiego zachodniego Kościoła były uschnięte i bezużyteczne. Fakt, że w niektórych kręgach domagano się reformy, niewątpliwie dowodzi żywotności części członków Chrystusowego Ciała. Duch Boży nie zaprzestał wykonywać swojego zadania w średniowieczu. Nie wszędzie zdołano zamknąć przed Nim ludzkie serca. W pewnych środowiskach pielęgnowano prostotę i czystość życia. Dążono do głębszej społeczności z Chrystusem, i to nie tylko poprzez sumienne wykonywanie praktyk religijnych, lecz także przez wewnętrzne przeżywanie chrześcijańskich prawd oraz kontemplację dzieła Jezusa Chrystusa. Nie można tego nie zauważyć i przemilczeć.

Luter jednak nie czerpał ani od poprzedników reformacji, takich jak Piotr Waldus, Jan Wiklif oraz Jan Hus, ani z ruchów odrodzeniowych. Dzieło reformacji wyrosło z duszy Lutra, z jego spotkania z Chrystusem w rzetelnym studium Pisma Świętego. Temu zgłębianiu Słowa towarzyszył modlitewny modlitewny bój o poznanie prawdy. I chociaż często wskazuje się na poprzedników reformacji, to jednak ks. Marcin Luter nie był kontynuatorem wcześniej rozpoczętego dzieła. Reformacja Luterska to oryginalne dzieło człowieka, który odkrył i, wbrew średniowiecznemu kaznodziejstwu, ogłosił łaskawego Boga w Jezusie Chrystusie.

1. W ojcowskim domu

We wsi Möhra leżącej pomiędzy Eisenach a Salzungen, na skraju Lasu Turyńskiego, na południe od górującego nad okolicą zamku Wartburg, urodziło się i umarło wiele pokoleń Lutrów. Ród to był niezamożny, trudnił się uprawą roli. Niezbyt bogata ziemia zapewniała jednakże skromną egzystencję jego członkom. Z tej rodziny wywodził się Ojciec Reformacji. Nigdy się nie wstydził swojego chłopskiego pochodzenia. W jednej z „mów stołowych”, wygłaszanych do przyjaciół i stołujących się u swojego profesora studentów, powiedział: „Jestem synem chłopa; mój ojciec, dziadek, pradziadek byli zwykłymi chłopami”. Rodzina Lutrów w Möhra należała do tzw. dziedzicznych czynszowników.

Marcin Luter nie urodził się jednak w rodzinnej wiosce swojego dziadka, Heinego Lutra. Ojciec reformatora, jako najstarszy z czterech braci, nie mógł dziedziczyć gospodarstwa po swoim ojcu. Zgodnie ze zwyczajem, dziedzicem był najmłodszy syn, wobec czego starsi bracia musieli szukać szczęścia i chleba poza ojcowskim domem. Ojciec Marcina, Hans Luter, ożeniony z Małgorzatą[1], opuścił rodzinną wioskę i zarabiał na utrzymanie dla swojej rodziny jako górnik, a następnie hutnik. Nie musiał wędrować za pracą daleko. Turyngia w owym czasie była ośrodkiem górnictwa i hutnictwa miedzi.

10 listopada 1483 roku przed północą w Eisleben w domu Hansa i Małgorzaty urodził się syn, któremu nazajutrz, w dzień św. Marcina, przy Chrzcie, udzielonym przez ks. Bartłomieja Rennebechera w kościele pod wezwaniem św. Piotra, nadano imię Marcin. Niejednokrotnie w przeszłości podważano zarówno okoliczności, jak i rok narodzin Marcina Lutra. Matka dokładnie pamiętała dzień narodzin swojego syna, niepewna była natomiast roku narodzin przyszłego Reformatora Kościoła. Luter jednak własnoręcznie na swoim egzemplarzu Psalmów napisał: „Anno 1483 natus ego” (Urodziłem się w 1483 roku).

Tak bardzo wczesny termin Chrztu nie świadczy o tym, że dziecku narodzonemu w domu Hansa Lutra nie rokowano przeżycia. Marcin prawdopodobnie nie przyszedł na świat jako pierwszy potomek Hansa i Małgorzaty. Był jednak pierwszym, który został przy życiu[2]. Śmiertelność wśród niemowląt należała wówczas do wysokich. Ponadto panował zwyczaj dokonywania Chrztu niemalże po narodzeniu dziecka. Chrzest rozumiano jako warunek zbawienia. Troska o zbawienie i powszechna wiara w diabły, nieustannie działające na szkodę człowieka, ugruntowały ten zwyczaj. Nowo narodzone dziecko łatwo przecież mogło stać się łupem szatana. Chrzest gwarantował względne bezpieczeństwo.

Rodzice Marcina Lutra tkwili głęboko w obowiązującej wówczas obyczajowości religijnej. Nie opierała się ona na gruntownej znajomości prawd wiary. Praktyki religijne wykonywano mechanicznie, bez wewnętrznego zaangażowania. Siłą napędową wszelkiego działania nie była miłość do Boga, lecz strach przed Bogiem i mocami złego. W każdym nieszczęściu widziano udział szatana. Uczynkowa religijność, oczekiwanie na nagrodę nie sprzyjały rozwojowi prawdziwej wiary chrześcijańskiej. Wiara została ograniczona do nabożnych praktyk, do posłuszeństwa oficjalnym przedstawicielom Kościoła oraz panicznego strachu przed Bogiem i niewyjaśnionymi zjawiskami przyrody. Wiara często graniczyła z zabobonem i magią. Szczególnie uwidoczniało się to w życiu sakramentalnym, przy uczestnictwie w mszy oraz w kulcie świętych i relikwii.

Rodzice Marcina Lutra niedługo mieszkali w Eisleben. Skromny domek przy Lange Gasse w Eisleben opuścili wiosną 1484 roku. Hans Luter przeprowadził się do Mansfeld, gdzie uczciwą i rzetelną pracą dorobił się niewielkiego majątku. W późniejszym okresie ojciec Marcina został samodzielnym właścicielem pieca hutniczego. Ponieważ cieszył się opinią człowieka sumiennego, powierzono mu funkcję reprezentowania niższych warstw społeczności miejskiej wobec magistratu miasta Mansfeld. Według wiarygodnego źródła, które zaginęło w XIX wieku, Hans Luter na pewno swoje obowiązki pełnił w roku 1491 i 1502.

W Mansfeld rozpoczęła się świadoma droga życia Marcina Lutra. Tu pod opieką matki poznawał otaczający go świat. Przede wszystkim wpojono mu poczucie zależności i obowiązek bezwzględnego posłuszeństwa. Luter w późniejszym okresie swojego życia mówił o tym dość często. Niepochlebnie jednak wyrażał się o średniowiecznych metodach wychowawczych. Wspominał, jak pewnego razu został przez matkę aż do krwi zbity za to, że ośmielił się bez pozwolenia wziąć orzech laskowy. Wychowany w karności i posłuszeństwie, dlatego potrafił później właściwie zrozumieć i ocenić dobrodziejstwo wolności, które zostało dane każdemu wierzącemu w Jezusa Chrystusa. Właśnie zagadnienie wolności uczynił jednym z ważniejszych tematów reformacyjnego nauczania i kazania. Hasło wolności zostało też wypisane na sztandarze reformacji. Pod tym sztandarem gromadzili się wszyscy, którym ciążyła zarówno niewola duchowa, jak i cielesna.

Surowości rodziców Marcina Lutra nie należy uznawać za szczególną ani wyjątkową. To ciężka, pełna wyrzeczeń egzystencja kształtowała charaktery i postwy życiowe ludzi. Zwłaszcza w domach ludzi biednych panowała prostota obyczajów i surowa karność. Czasem surowość graniczyła z despotyzmem. Jednakże nie można jej traktować jako wynaturzenia, braku serca, miłości itp. Przynajmniej tak nie należy oceniać surowości rodziców Lutra. Filip Melanchton, serdeczny przyjaciel Lutra, napisał, że matkę Marcina obywatele miasta Mansfeld uważali za niewiastę godną naśladowania. Luter z wdzięcznością wspominał swoich rodziców. Nie miał im za złe ich surowości. Wiedział, że kierowali się miłością do swoich dzieci.

Mały Marcin faktycznie rósł w atmosferze serdeczności i dziecięcej beztroski. Nieodłącznym towarzyszem jego zabaw był młodszy brat Jakub i nieco starszy od nich Mikołaj Oemler. Nie oznacza to, że na Marcinie nie spoczywały żadne obowiązki. Oprócz odbywania praktyk religijnych, polegających na codziennym zmawianiu „przepisowych” modlitw oraz uczestniczeniu w mszy, od najwcześniejszych lat wykonywał wszelkiego rodzaju prace domowe. Wspominając swoje dzieciństwo, Marcin Luter opowiadał, że wraz z matką nosił na plecach drzewo z lasu narąbane przez ojca. Charakterystyczna dla późniejszego reformatora pracowitość została ukształtowana już w rodzinnym domu. Luter wysoko cenił pracę. Był zdecydowanym wrogiem próżniactwa i lenistwa, czemu dawał wyraz nie tylko we własnej obowiązkowości, ale także w piętnowaniu tych wad w swych licznych kazaniach i pismach.

 


[1] Dawniejsza literatura podaje, że matka Marcina Lutra, Małgorzata, była z domu Ziegler, późniejsza zaś, że nazywała się Lindeman.

[2] Matthaeus Ratzeberger, „Luther und seine Zeit” Jena 1850. M.Ratzeberger (1501-1559) był lekarzem nadwornym hrabiego Albrechta von Mansfeld, a od 1538 roku lekarzem księcia Jana Fryderyka Saskiego.

2. Lata szkolne

Ojciec Lutra ciężką pracą zapewniał powiększającej się rodzinie środki do życia. Jako głowa tej rodziny musiał też troszczyć się o jej przyszłość. Swym spojrzeniem ogarniał to, co było potrzebne do zaspokajania potrzeb ciała, i ducha. Myślał o edukacji swojego najstarszego syna. 12 marca 1488 roku mały Marcin został zaprowadzony do miejskiej szkoły w Mansfeld. Niełatwa była droga do szkoły dla słabowitego chłopca. Często pokonywał spory jej kawał na plecach starszego kolegi, Mikołaja Oemlera, późniejszego szwagra. Początkowo Marcin z ciężkim sercem przekraczał próg klasy, gdyż nauczyciel skory był do karania uczniów.

Czego mógł nauczyć się Marcin Luter w miejskiej szkole w Mansfeld ? Przede wszystkim czytania, pisania, śpiewu i łaciny. Głównie wymagano pamięciowego opanowania przerabianego materiału. Należało więc umieć recytować z pamięci Modlitwę Pańską, Ave Maria, Dziesięcioro Bożych Przykazań, Wyznanie Wiary. Gramatyki łacińskiej uczono z podręcznika Aeliusa Donatusa z IV wieku n.e. (Ars gramatica), składni zaś z dwunastowiecznego podręcznika Aleksandra de Villedieu.

W czternastym roku życia skończyła się edukacja Marcina w Mansfeld. Teksty z Pseudo-Catona, Ezopa i Terencjusza, na których dzieci uczyły się czytania i pisania, nie wystarczały już i nie gwarantowały dalszego postępu w nauce synowi Hansa Lutra. Wiosną 1497 roku Marcin wraz z Hansem Reineckerem, synem zacnego właściciela pieców hutniczych, zaopatrzony w kilka groszy, udał się do biskupiego miasta Magdeburga, leżącego na północ od Mansfeld, nad rzeką Łabą. Marcin zamieszkał w domu Pawła Mosshauera, urzędnika kurii biskupiej, który pochodził z Mansfeld i był spokrewniony z tamtejszymi właścicielami pieców hutniczych. Na życie musiał chłopiec, zgodnie z ówczesnym zwyczajem, zarabiać śpiewaniem pod domami zamożnych mieszczan i gospodarzy z pobliskich wiosek. W Magdeburgu Luter uczęszczał do szkoły katedralnej, gdzie nauczycielami byli tzw. Bracia Wspólnego Życia, przedstawiciele ruchu zapoczątkowanego w latach osiemdziesiątych XIV wieku przez Geerta Groota. Bracia Wspólnego Życia położyli duże zasługi w pracy wychowawczej młodzieży. Kultywowali lekturę Pisma Świętego oraz uczyli przykładnego życia w duchu Ewangelii Jezusa Chrystusa.

W okresie nauki w Magdeburgu niezatarte wrażenie wywarło na Marcinie Lutrze spotkanie z Wilhelmem von Anhalt – wysoko urodzonym pokutnikiem, franciszkaninem, wyróżniającym się nakładanymi na siebie praktykami pokutnymi. Książę Wilhelm von Anhalt, w 1473 roku pożegnawszy się z doczesnymi dobrami, wstąpił do żebraczego zakonu franciszkanów i odtąd w pokutnej szacie, z workiem na plecach żebrał i pokutował, szukając na tej drodze zbawienia i spokoju dla swojej duszy. Widok pokutnika w ówczesnych czasach nie należał do rzadkości. Wśród pokutników znajdowali się także synowie szlacheckich rodów. Książę Wilhelm von Anhalt, jak później wspominał ks. Marcin Luter, z racji surowych praktyk pokutnych wyglądał jak starzec, chociaż był jeszcze młody.

Przed Wielkanocą 1498 roku Marcin wrócił do Mansfeld. Po świętach nie udał się już do Magdeburga. Z polecenia rodziców rozpoczął naukę w szkole parafialnej przy kościele pod wezwaniem św. Jerzego w Eisenach. Nie znamy dokładnej przyczyny zmiany szkoły. Może rodzice Marcina liczyli na pomoc krewnych w Eisenach. Jednakże Luter nie zamieszkał u nich. Na początku kąt dla siebie znalazł w szkole i tak samo jak w Magdeburgu wraz z przyjaciółmi zarabiał śpiewaniem na codzienny chleb. Ciężkie to były chwile dla Marcina Lutra. Nosił się wtedy z zamiarem powrotu do domu. Chciał pomagać ojcu przy piecach hutniczych. W końcu pozostał jednak w Eisenach, znalazł bowiem mieszkanie i ciepłą strawę w domu zacnej i zamożnej rodziny mieszczańskiej. Według późniejszych danych, Luter zamieszkał w domu Kunza Cotta i jego małżonki Urszuli z domu Schalbe. Luter zajmował się wtedy młodszym od siebie Kasprem Schalbe, synem zamożnego kupca Henryka Schalbe. Była to pobożna rodzina związana z klasztorem franciszkanów w Eisenach. Atmosfera domu Schalbe-Cotta sprzyjała postępom w nauce Lutra. Późniejszy reformator zawsze mile wspominał „dobre miasto Eisenach”.

W Eisenach znalazł też Luter licznych przyjaciół. Do ich grona należy przede wszystkim zaliczyć zaprzyjaźnionego z rodziną Schalbe wikariusza Jana Brauna, z którym długo utrzymywał serdeczny kontakt. Nauczycielem Marcina Lutra był Wigand Gueldenapf, późniejszy proboszcz w Waltershausen. Z nim także przyjaźnił się przez wiele lat. Natomiast funkcję rektora szkoły parafialnej przy kościele św. Jerzego pełnił Jan Treboniusz, który według biografa Lutra, Mateusza Ratzenbergera, zdejmował nakrycie głowy przy spotkaniu z uczniami. Rzekomo miał mówić, że czyni to, ponieważ są wśród nich przyszli urzędnicy, burmistrzowie i doktorzy.

Luter wychowywał się i dojrzewał w atmosferze serdeczności, przyjaźni, wzajemnego poszanowania, pobożności i gościnności. Wspominając swoje lata szkolne napominał, aby nikt nie odpędzał sprzed drzwi głodnego. Sam zaś prowadził dom otwarty, chętnie przyjmował i gościł u siebie nie tylko przyjaciół, ale wszystkich, którzy pragnęli się z nim spotkać i wymienić poglądy. W domu Lutra w Wittenberdze znaleźli też kąt i chleb studenci wittenberskiej wszechnicy.

Zapewne atmosfera Eisenach wpłynęła na ukształtowanie poglądów Marcina Lutra. Tu nie tylko zdobył podstawy wiedzy i zawiązał wiele lat trwające przyjaźnie. U podnóża Wartburga rozpoczęła się jego droga w służbie Chrystusowi, którą przyszłu reformator konsekwentnie podążał do wyznaczonego celu. Zaznaczyć należy, że w Eisenach Luter jeszcze pozostawał w kręgu średniowiecznej pobożności. Chociaż działał tu humanista Trebelius, nie był on jednak nauczycielem żądnego wiedzy Lutra. Luter zresztą nigdy nie wykazywał większego zainteresowania prądami umysłowymi odrodzenia.

3. W murach uniwersytetu

W osiemnastym roku życia Marcin Luter zakończył edukację w parafialnej szkole w Eisenach. Zgodnie z życzeniem ojca dalsze nauki miał pobierać w uniwersytecie. Hans Luter chciał, by jego syn został biegłym w prawie i mógł w przyszłości pracować jako urzędnik kancelarii miejskiej lub książęcej. Należało dokonać wyboru pomiędzy dwoma uniwersytetami znajdującymi się niezbyt daleko od miejsca zamieszkania Hansa Lutra: między uniwersytetem w Lipsku a uczelnią w Erfurcie. Bliżej z Mansfeld Marcin miałby do Lipska. Wszechnica w Erfurcie była jednak sławniejsza. Erfurt liczył wówczas około 20 000 mieszkańców. Leżał przy ważnym starym szlaku handlowym biegnącym z zachodu na wschód. Tutaj można było nie tylko dużo się nauczyć, ale także wiele zobaczyć. Ojciec Lutra, mając na uwadze przyszłą karierę swojego syna, zapewne i to brał pod uwagę. Zadecydował więc, że Marcin rozpocznie studia na uniwersytecie w Erfurcie.

Uniwersytet w Erfurcie został założony w 1382 roku na wzór uniwersytetu praskiego, który powstał w roku 1347. Posiadał cztery wydziały. Szczególnie dobrą sławą cieszył się wydział prawniczy, tam też miał studiować Marcin Luter po ukończeniu wydziału sztuk wyzwolonych. Na przełomie kwietnia i maja 1502 roku, po uprzednim wpłaceniu jednej trzeciej guldena i złożeniu odpowiedniego ślubowania, Marcin został przyjęty do grona studentów. Student wstępujący w progi uniwersytetu był zobowiązany do lojalności wobec władz uniwersyteckich.

Na wydziale nauk wyzwolonych wykładano gramatykę, dialektykę, retorykę, muzykę, arytmetykę, geometrię i astronomię, a wykłady często prowadzili nauczyciele studiujący jednocześnie na jednym z wyższych wydziałów lub ich absolwenci, którzy objęli stanowiska profesorów. Nauczycielami Lutra byli: Bartłomiej Arnoldi z Ussingen[1] oraz Jodokus Trutfetter z Eisenach[2]. Najpierw należało ukończyć tzw. trivium (gramatyka, dialektyka, retoryka) i uzyskać tytuł bakałarza. Egzamin bakalarski zdał Marcin Luter w dniu Archanioła Michała, 29 września 1502 roku. Następnie rozpoczął naukę w tzw. quadrivium (geometria, arytmetyka, muzyka, astronomia). Równocześnie zaczął studiować nauki filozoficzne: metafizykę, historię naturalną i etykę. W styczniu w 1505 roku zdał egzamin magisterski, uzyskując drugie miejsce w grupie siedemnastu zdających. Zgodnie ze zwyczajem otrzymał brązowy kapelusz magisterski i w pierwszych dniach lutego wygłosił swoją mowę. Na cześć nowych magistrów zorganizowano uroczystość, która była powodem do radości wśród braci studenckiej.

Jaki wpływ miały studia na rozwój intelektualny Marcina Lutra ?

Odpowiedzieć na to pytanie będzie można dopiero po zapoznaniu się z działalnością i teologią Wittenberskiego Reformatora. Tymczasem zwróćmy uwagę na orientację filozoficzną nauczycieli Marcina Lutra. A byli oni ockhamistami i nominalistami. Do ockhamistów należał Bartłomiej Arnoldi z Ussingen. Ockhamizm, to kierunek w filozofii średniowiecznej zapoczątkowany przez Wilhelma Ockhama żyjącego w pierwszej połowie XIV wieku. Ockham przede wszystkim poddał krytyce dotychczasową naukę. Usiłował wykazać, że teologia nie jest wiedzą, wszelkie bowiem dowody na istnienie Boga, nawet dowody na atrybuty Boga, mają charakter pozorny. Nasza znajomość Boga nie pochodzi z rozumu, lecz z wiary. Ockham był nominalistą. Nominaliści twierdzili, że istnieje tylko byt jednostkowy. Pojęcia ogólne nie istnieją realnie, są jedynie nazwami poszczególnych przedmiotów.

Nie można wyolbrzymiać wpływu ockhamizmu na Lutra. Reformator Wittenberski krytycznie oceniał nie tylko teologię scholastyczną. Również niezbyt pochlebnie wyrażał się o filozofii wykładanej na uniwersytetach niemieckich przed ich reformą dokonaną przez Filipa Melanchtona. Zapewne w czasie studiów w Erfurcie Luter nie był tak krytycznie nastawiony do filozofii jak później. W Erfurcie krytycyzm Lutra nie wykraczał poza ockhamistyczną krytykę pozostałych systemów filozoficznych średniowiecza. Młody student zasmakował w przekazywanej mu wiedzy. Wyżywał się w licznych dysputach nakazanych przez władze uniwersyteckie. Także jako młody nauczyciel z powodzeniem i właściwą sobie gorliwością wykładał powierzone mu dyscypliny filozoficzne. Odrzucenie średniowiecznych systemów filozoficznych nastąpiło, gdy Luter był już sławnym doktorem teologii i reformatorem Kościoła. Pewne elementy filozofii ockhamistycznej, a mianowicie brak zaufania do rozumu i prymat wiary nad rozumowymi konstrukcjami teologiczno-filozoficznymi, Marcin Luter przyswoił sobie na zawsze. Wittenberski Reformator często przyrównywał rozum do ladacznicy, która zwodzi serce człowieka.

Niewiele mamy informacji na temat lat studenckich Marcina Lutra. Wiemy tylko o tych wydarzeniach, które wpłynęły na wewnętrzne doznania oraz decyzje Lutra i przesądziły o jego działalności jako reformatora Kościoła.

Znajomość Pisma Świętego w okresie nauki w Eisenach oraz studiów w Erfurcie pozostawiała wiele do życzenia. Chociaż nauczycielami Lutra przez jakiś czas byli tzw. Bracia Wspólnego Życia, kultywujący studiowanie Pisma Świętego, to jednak niewiele dawała fragmentaryczna lektura Biblii. Także przyjaźń Marcina Lutra z wikariuszem Janem Braunem, franciszkaninem, nie prowadziła do głębszego poznania Pisma Świętego. Potem to raczej Braun korzystał z wiedzy Lutra. Biblia nie była wówczas księgą ogólnie dostępną. Pierwsi biografowie Wittenberskiego Reformatora zgodnie podają i podkreślają, że wielkim przeżyciem dla Lutra okazało się znalezienie w uniwersyteckiej bibliotece łacińskiego egzemplarza Biblii. Wolne chwile wykorzystywał na lekturę. Jak dalece przeczytane fragmenty Biblii ukształtowały postawę Lutra, a przede wszystkim, jakie przeczytane słowa biblijne wpłynęły na niepokój Lutra, który można zaobserwować już w okresie studiów w Erfurcie, nie da się ustalić. Ten niepokój nie wyrósł z Biblii. Źródeł jego niepokoju należy upatrywać w średniowiecznym kaznodziejstwie oraz malarstwie i grafice lubującej się w przedstawianiu sądu ostatecznego i losu potępionych. Średniowieczni kaznodzieje zwiastowali Chrystusa, który jako sędzia grozi rozmaitymi karami czyśćcowymi i piekielnymi. Prześcigali się w wymyślaniu najokrutniejszych tortur. Straszyli wiecznym potępieniem, aby grzeszników zachęcić do korzystania z sakramentów. Wskazywali na Chrystusa, ale Jego oblicze nieustannie przedstawiali jako rozgniewane.

Niepokój Lutra złożył się atmosfery religijności przełomu XIV i XV wieku oraz wpłynęły nań także dwa wydarzenia, które późniejszego reformatora Kościoła postawiły w obliczu śmierci.

W 1503 lub 1504 roku Marcin Luter wracał na uczelnię po świętach wielkanocnych spędzonych w rodzinnym . Gdy już był niedaleko Erfurtu, zranił się szpadą przebijając tętnicę w udzie. Współtowarzysz podróży Lutra udał się pośpiesznie do Erfurtu, by sprowadzić chirurga. Luter palcem wstrzymywał gwałtowny strumień krwi. Wiele jej utracił, nim nadeszła pomoc. Sądził, że są to jego ostatnie chwile. Bał się śmierci. Udało się jednak zatamować krew i przetransportować do Erfurtu śmiertelnie bladego i przestraszonego Lutra. W nocy rana znowu się otworzyła. Marcin gorliwie modlił się do matki Jezusa Chrystusa, Marii, by łaskawie zechciała przyjść mu z pomocą. Z nadzieją na jej interwencję oczekiwał ratunku.

Długo musiał leżeć w łóżku. Rana nie chciała się goić. Właśnie wtedy, jak sam później wspominał, nauczył się grać na lutni. Od tamtej pory była mu nieodłączną towarzyszką. Miał też wiele czasu do zastanawiania się nad swoim życiem i wewnętrzną sytuacją zatrwożonej duszy. Wydaje się, że nieco się uspokoił. Jednakże po zdaniu egzaminu magisterskiego, a przed podjęciem studiów na wydziale prawa, które miały się zacząć dopiero 20 maja, znowu wzmógł się jego niepokój. Na święta wielkanocne, jak zawsze, Marcin przebywał w domu w Mansfeld. Witano go tu z honorami. Ojciec przestał zwracać się do swego syna przez „ty”. Nadal jednak nie dopuszczał żadnych sprzeciwów wobec swojej woli. Hans Luter myślał już wtedy o żonie dla młodego magistra. 23 kwietnia Marcin wrócił do Erfurtu. Teraz od rozpoczęcia studiów na wydziale prawa dzielił go miesiąc. Mógł więc zastanowić się nad sobą. Zapewne myślał też o propozycji ojca dotyczącej ożenku.

W tym czasie umarł jeden z przyjaciół Lutra. Być może został nawet zamordowany. Luter znowu ociera się o śmierć. Z całą powagą zadaje sobie pytanie, jaki los by go spotkał, gdyby on sam musiał stanąć w obliczu Najwyższego Sędziego. Serce Lutra ogarnął lęk i smutek. Duszą dojrzewającego młodzieńca targała rozpacz. Depresja pogłębiała się z dnia na dzień. Nie tylko zastanawiał się nad swoją grzesznością, lecz szukał również sposobu rozwiązania problemu. Znał swoją słabość. Instynktownie szukał także wskazówki, jak mógłby wypełniać swoje powinności wobec Chrystusa.

Nadszedł dzień 20 maja 1505 roku. Zgodnie z życzeniem ojca rozpoczął studia na wydziale prawa. Uczestniczył w wykładach i ćwiczeniach. Jednakże praca nie przywracała mu spokoju i równowagi ducha. Niedawne wydarzenia pozostawiły niezatarte piętno na sercu młodego studenta. Możliwe, że Luter już wtedy brał pod uwagę wstąpienie do klasztoru. Erfurt pełen był zakonników. Pewien wpływ na Lutra mógł mieć w tym względzie franciszkanin Jan Braun z Eisenach.

Pragnienie pójścia do klasztoru musiało nieustannie towarzyszyć Lutrowi, inaczej nie można bowiem zrozumieć jego późniejszej decyzji. Zapewne też zwierzył się ojcu ze swego niepokoju i myśli, które go kierowały go ku życiu klasztornemu. Na ten temat nie zachowała się żadna korespondencja między ojcem i synem. Wiadomo jednak, że ojciec nagle wezwał Marcina do Mansfeld. Około 30 czerwca 1505 roku, a więc po rozpoczęciu studiów na wydziale prawa, Marcin opuścił rodzinny dom. O czym wtedy mówili ojciec i syn? Jaki był właściwie powód pobytu Marcina w ostatnich dniach czerwca w domu ? O czym dumał Marcin Luter w powrotnej drodze ? Pozostanie to tajemnicą.

2 lipca, w święto Nawiedzenia Marii Panny, w odległości około sześciu kilometrów od Erfurtu, niedaleko wioski Stotternheim, zaskoczyła Lutra gwałtowna burza. W pobliżu uderzył piorun i Marcin został powalony na ziemię. Przestraszonemu Marcinowi wydawało się, że to już ostatnie chwile jego życia. W gwałtownej burzy widział wyraz Bożego gniewu. W śmiertelnej trwodze zawołał: „Ratuj, święta Anno, a zostanę zakonnikiem!” Chociaż był to dzień Nawiedzenia Marii Panny i Luter doskonale o tym wiedział, to jednak nie wołał o pomoc do Marii, jak wówczas, gdy niebezpiecznie skaleczył się szpadą. Tym razem Luter wzywał pomocy św. Anny. Reformator Wittenberski, wspominając później swoje ślubowanie powiedział, że wtedy Anna była jego umiłowaną świętą. Według ówczesnych przekonań św. Anna nie tylko patronowała górnikom, lecz chroniła także od niebezpieczeństwa w czasie burzy i od gwałtownej śmierci. Tłumaczy to wołanie Lutra o pomoc do św. Anny i świadczy, jak mocno tkwił w charakterystycznej dla schyłku średniowiecza obyczajowości religijnej.

Ślubowanie złożył. Luter żałował potem, że w wielkiej trwodze ofiarował się jako zakonnik. Nie oznacza to jednak, że późniejszy reformator składał swą obietnicę, nie zdając sobie sprawy z tego, co mówi i jakie bierze na siebie zobowiązanie. Przyjąć należy, że Luter w chwilach depresji już przed 2 lipca myślał już o życiu zakonnym, które uważano wówczas za wyższą i doskonalszą formę życia chrześcijańskiego. A dlaczego wezwano go do domu ? Może ojciec chciał, żeby syn zrezygnował z zamiaru wstąpienia do klasztoru ? Może Marcin obiecał, że wyrzeknie się swych planów ? Mogło tak być. Późniejszy stosunek ojca do Marcina zdaje się potwierdzać taki właśnie przebieg wypadków.

Wśród przyjaciół Lutra byli tacy, którzy odradzali mu wstąpienie do klasztoru. Nie znamy motywów ich postępowania. Może Luter zwierzył się im, że przyrzekł ojcu, iż zaniecha zamysłu wstąpienia do grona zakonnej braci ? Część przyjaciół twierdziła jednak, że uczynione ślubowanie należy uszanować. Luter stanął więc wobec trudnej decyzji: wypełnić ślubowanie i sprzeciwić się ojcu czy wypełnić przykazanie o czci należnej rodzicom i złamać ślubowanie. Zdecydował się wypełnić ślubowanie złożone 2 lipca.

Z powyższych rozważań można by wysnuć wniosek, że wydarzenie, które miało miejsce niedaleko Stotternheim, było katalizatorem i przyśpieszyło podjęcie stopniowo ugruntowującej się decyzji wstąpienia do klasztoru. Przed 2 lipca decyzja ta była hamowana przez ojca. Myślał on przecież o świeckiej karierze dla swojego syna.

 


[1] Bartłomiej Arnoldi z Ussingen (1462-1532) rozpoczął studia w Erfurcie w 1484 roku, a w 1491 został magistrem. Pod wpływem Lutra wstąpił w 1512 roku do zakonu augustianów w Erfurcie, w 1514 został doktorem teologii. Był zdecydowanym przeciwnikiem reformacji.

[2] Jodokus Trutfetter z Eisenach rozpoczął studia w Erfurcie w 1476 roku. Magistrem został w 1484, doktorem w 1504. W latach 1506-1510 był profesorem teologii w Wittenberdze. W 1510 roku wrócił do Eisenach. Zmarł w 1519 roku.

4. W klasztorze

Na skutek przeżyć w dniu 2 lipca 1505 roku Marcin Luter przekroczył 17 lipca próg furty klasztornej zakonu augustianów eremitów w Erfurcie. W ciągu dwóch tygodni uporządkował wszystkie sprawy i ostatecznie zerwał z dotychczasowym życiem. Najpierw zawiadomił listownie ojca o ostatecznym postanowieniu wstąpienia do klasztoru. Kiedy przełożony klasztoru zgodził się na przyjęcie go do grona zakonników, Luter poinformował władze uniwersytetu o swojej decyzji. Otrzymał zezwolenie na przerwanie studiów, głównie zaś na zawieszenie prowadzonych przez siebie wykładów. Żegnając się z przyjaciółmi, rozdał między nich swoje skromne mienie. Z zadziwiającą konsekwencją zrywał Marcin Luter wszystkie nici, jakie łączyły go z środowiskiem. Niczego nie odwlekał. Był głęboko przekonany o słuszności swojej decyzji. Dlaczego Luter zdecydował się wstąpić do klasztoru augustianów eremitów?

W Erfurcie było wówczas aż sześć klasztorów. Oprócz augustianów osiedlili się tutaj franciszkanie, dominikanie, benedyktyni, kartuzi i serwici. Z franciszkanami miał już Luter styczność podczas nauki w szkole parafialnej w Eisenach. Przyjaciel Lutra, Jan Braun, był franciszkaninem. Jednakże nie do zgromadzenia braci reguły św. Franciszka z Asyżu, lecz do zakonu św. Augustyna[1], ojca Kościoła, skierował swoje kroki młody magister Marcin Luter. Zapewne wpływ na tę decyzję miało wiele przyczyn. Być może Luter mieszkał niedaleko czarnego klasztoru augustianów w Erfurcie. Klasztor augustianów eremitów w Erfurcie cieszył się sławą przodującego ośrodka kultywującego ascetyczne ideały. Surowa asceza zapewne imponowała młodemu Lutrowi, który przecież w czasie studiów nieraz zdawał sobie sprawę ze swojego duchowego położenia, własnej niemocy i kruchości ludzkiego życia. Sam zaś był wychowany w karności i surowości obyczajów. Dobrze pamiętał postać księcia ascety Wilhelma von Anhalt, zakonnika reguły Biedaczyny z Asyżu, żebrzącego na ulicach Magdeburga. Wpływ na decyzję Lutra, dotyczącą wyboru zakonu, mógł mieć również pęd do wiedzy, rozbudzony już w szkole w Eisenach. Zakonnicy augustiańscy z Erfurtu należeli przecież do ludzi wykształconych.

Zakon augustiański opiera się na regule, ułożonej w XII wieku na podstawie pism ojca Kościoła, św. Augustyna, a zatwierdzonej na Soborze Laterańskim w 1215 r. Powstał w 1244 roku przez połączenie różnych grup eremitów i pustelników, żyjących według tej reguły. Był to zakon żebraczy o dość surowej regule. Z biegiem czasu wiele klasztorów, szczególnie na terenie Italii, złagodziło dotychczasową regułę. Klasztor augustianów w Erfurcie został założony w 1266 roku i należał do prowincji saskiej. Obowiązywała w nim reguła obserwancka, surowa. Zakonnicy zgromadzeń obserwanckich utrzymywali się z jałmużny, pielęgnowali surową ascezę i rygorystycznie traktowali śluby zakonne, włącznie ze ślubami czystości.

Marcin Luter został 17 lipca 1505 roku przyjęty do klasztoru jako postulant. W kilka dni po przejściu przez klasztorną furtę otrzymał od ojca list napisany w bardzo ostrym tonie. Decyzja Marcina przekreśliła wszystkie związane z nim ambitne plany Hansa Lutra. Reakcja na doniesienie Marcina o jego nieodwołalnej decyzji była więc nadzwyczaj gwałtowna, charakterystyczna dla apodyktycznej natury ojca. Jednakże kilka dni później nadszedł drugi list, w którym ojciec zawiadomił syna, że właściwie pogodził się już z jego decyzją, chociaż niechętnie. Zapewne na tę zmianę nastroju ojca Lutra wpłynęła nagła śmierć dwóch młodszych braci Marcina, którzy zmarli właśnie około 17 lipca 1505 r.

W pierwszych dniach września 1505 roku Luter rozpoczął nowicjat. Od tej chwili wymagano od niego przestrzegania wszystkich reguł życia zakonnego. W dni postne, których liczba dochodziła do stu rocznie, spożywano tylko jeden posiłek, w pozostałe zaś dwa. Najbardziej jednak dokuczało zimno. Klasztornych cel nigdy nie ogrzewano. Kamienne posadzki wiały chłodem. Najtrudniej było w postne dni zimowe. W okresie nowicjatu Luter oczywiście musiał wypełniać różnego rodzaju niższe posługi, czasem nawet żebrać. Magistra Marcina Lutra jednakowoż przeznaczono do święceń kapłańskich i zobowiązano do studiowania teologii. Nie należy w tym upatrywać niczego szczególnego i wyjątkowego. Mnisi augustiańscy zazwyczaj byli ludźmi wykształconymi i nimi też obsadzano katedry na uniwersytetach. Tak będzie również w wypadku Lutra.

W początkach września 1506 roku Luter złożył śluby zakonne. Intensywnie przygotowywał się do święceń kapłańskich. Najpierw przestudiował dzieło wybitnego nominalisty Gabriela Biela z Tybingi o kanonie mszy. Poznał między innymi, jako teologiczną lekturę, Quaestiones Wilhelma Ockhama, Sentencje Piotra Lombardusa oraz komentarz do Sentencji autorstwa Gabriela Biela. Nieco później zgłębił klasyczne dzieła okresu scholastycznego, a mianowicie: Sumę teologiczną Tomasza z Akwinu oraz dzieła Dunsa Szkota i Aleksandra z Hales. Na polecenie zakonu Marcin Luter rozpoczął studia teologiczne, a ponadto wykładał na wydziale sztuk wyzwolonych.

Święcenia kapłańskie uzyskał 4 kwietnia 1507 roku w katedrze w Erfurcie z rąk biskupa Jana Bonemilcha von Laasphe. Prymicje przewidziano na dzień 2 maja w kościele klasztornym i miało to być niewątpliwie wielkie i ważne wydarzenie w życiu młodego zakonnika. Do celebrowania pierwszej mszy Luter przygotowywał się niezwykle sumiennie. Z prymicjami wiązał też pewne nadzieje, a mianowicie uzyskanie ukojenia dla duszy, bowiem niepokoje, jakie nachodziły go w okresie studiów na uniwersytecie w Erfurcie, nie ustąpiły po wstąpieniu do klasztoru. Życie zakonne, uważane za wyższy i lepszy model życia chrześcijańskiego, nie było pozbawione rozmaitych pokus, zwodniczych myśli, lęku o zbawienie. W wypadku Lutra nie działo się inaczej. Wiedział, że cokolwiek uczyni jako mnich asceta, nie wystarczy jako zadośćuczynienie za winy i grzeszne myśli. Świadomość grzeszności i bezradności wobec własnej grzesznej natury była u Lutra szczególnie wyostrzona. Jednakże święcenia kapłańskie ani prymicje nie dopomogły mu w przezwyciężeniu rozpaczy, która nękała go nieustannie i wciąż się pogłębiała.

Duchowym przewodnikiem Lutra w pierwszym okresie jego pobytu w klasztorze był Jan von Grefenstein. Ojciec Reformacji, wspominając później swojego duchowego przewodnika, zdawał sobie sprawę, że bardzo często irytował mistrza nowicjatu, użalając się na swoje dolegliwości duchowe. Jan von Grefenstein miał kiedyś mu powiedzieć: „Bóg nie gniewa się na ciebie, to ty gniewasz się na Boga”. Jakkolwiek byśmy rozumieli te słowa – jako żartobliwą odpowiedź na nieuzasadnione narzekania lub jako niezwykle trafną diagnozę stanu duszy Lutra, to jednak nie wystarczyły, by ugasić ogień niepokoju młodego zakonnika. Lęk Lutra nie był powierzchowny. Nie wyrastał z poczucia źle spełnianych obowiązków czy nieprzestrzegania przepisów zakonnych. Źródłem było głębokie poznanie rzeczywistej niemocy w walce z grzechem. Luter pozostawiony był sam sobie, chociaż bardzo często się spowiadał. Ciągle nie widział owego ratunku i wyzwolenia, jakie dane jest w Chrystusie. I ten stan wewnętrznego niepokoju miał trwać tak długo, dopóki Luter nie zrozumiał, że uczynkowa pobożność prowadzi donikąd, budząc jedynie niepewność rodzącą trwogę.

2 maja, w niedzielę Cantate, na uroczystość prymicji przybyli licznie zaproszeni goście. Luter zaprosił przyjaciela z Eisenach, Jana Brauna, a także swojego byłego nauczyciela Wiganda Gueldenapfa oraz swojego krewnego Konrada Huttera. Ojciec Lutra przyjechał w otoczeniu aż dwudziestu ludzi. Wśród nich byli: brat i szwagier Marcina, a także brat i przyjaciele ojca. Matka i siostry nie mogły uczestniczyć w uroczystości, gdyż reguła zakonna braci augustianów eremitów zabraniała niewiastom wstępu do klasztoru. Ojciec Lutra przywiózł z sobą bogaty podarunek dla klasztoru. Wydawać by się mogło, że pogodził się już z faktem wstąpienia syna do klasztoru. Niebawem okazało się coś innego.

Odprawienie pierwszej mszy było wielkim przeżyciem dla ks. Marcina Lutra. Wiązał z nią nadzieję na uwolnienie się od rozpaczy, jaka ogarniała jego serce. Jednakże, jak wspominał później, w trakcie zmawiania kanonu mszy załamał się przy słowach: „Te igitur, clementissime pater...” (Ciebie, najmiłościwszy Ojcze) i przyszła nań chwila wielkiej trwogi. Ks. Marcina Lutra przeraziła myśl, że oto stoi przed obliczem Boga. Nastąpiła reakcja podobna do tych, jakie opisuje Stary Testament, gdy ma miejsce bezpośrednie spotkanie ludzi śmiertelnych z Panem (por. np. Izaj.6). Świadomość, że oto stoi przed Wszechmogącym i ma złożyć Mu w oferze ciało i krew Syna Bożego, Jezusa Chrystusa, sparaliżowała na chwilę serce i usta Lutra. Bojaźni nie złagodził fakt, że zwracał się do Boga przez Jezusa Chrystusa, który przecież jest od Boga danym pośrednikiem między człowiekiem a Bogiem, Panem Zastępów. Możliwe, że Luter wtedy wcale nie zdawał sobie z tego sprawy. Ta prawda mogła być mu daleka i obca, Chrystus bowiem jawił mu się przede wszystkim jako surowy sędzia. Lęk potęgowała jeszcze myśl, że pomyli się przy zmawianiu przepisanych modlitw i słów ustanowienia Wieczerzy Pańskiej. Wiedział dobrze, iż wówczas ściągnie na siebie gniew Boży i winien będzie śmiertelnego grzechu.

Po odprawionej mszy, podczas uroczystego obiadu dla zaproszonych gości, który odbywał się w refektarzu, nastąpiła chwila odprężenia. Ale nie na długo. Marcin zabrał głos i zwierzył się, jak doszło do tego, że został bratem zakonnym. Kiedy mówił o swoim przeżyciu w dniu 2 lipca 1505 roku i ślubowaniu złożonym w czasie burzy, ojciec przerwał mu i właściwym sobie tonem powiedział: „Miejmy nadzieję, że nie były to diabelskie igraszki”. Marcin próbował rozładować napięcie i zakłopotanie zebranych. Jednakże ojciec Lutra, nie uznający sprzeciwów, przypomniał zebranym, a przede wszystkim synowi, przykazanie: „Czcij ojca swego i matkę swoją, aby ci się dobrze działo i abyś długo żył na ziemi”. Oznaczało to, że ojciec Marcina Lutra jeszcze całkowicie nie pogodził się z decyzją syna i bolał w sercu nad tym, że Marcin, wobec którego miał własne plany, nie podporządkował się jego woli. I właśnie w refektarzu klasztoru w Erfurcie dał temu wyraz w niewybredny i rubaszny sposób. Marcin Luter sposób bycia miał też po ojcu. Nie można jednak zapominać o tym, że w owej epoce większość Niemców cechowały wulgaryzm, rubaszność i dość niewybredne żarty. To nieprzyjemne zajście podczas obiadu nie zaszkodziło pozycji brata Marcina w klasztorze augustianów. Niebawem miały go spotkać zaszczyty.

 


[1] Augustyn (Aureliusz Augustyn), ur.354 r. w Thagaste w Numidu, zm.430 r. w Hippo - retor, biskup w Hippo; nawrócił się pod wpływem biskupa Ambrożego.

5. Początki kariery naukowej

Augustianie eremici jako zakon żebraczy utrzymywali się z jałmużny. Trzeba podkreślić, że zakon augustianów, do którego wstąpił Marcin Luter, dbał o należyte wykształcenie zakonników i nieprawdziwe jest twierdzenie, że wszelki pęd do wiedzy był w klasztorze niemile widziany. Mnisi kapłani byli wręcz zobowiązani do studium teologii. Przysłowiowa ciemnota średniowiecznych mnichów nie może uchodzić za zjawisko powszechne. Wiele zakonów chlubiło się dość wysokim poziomem wiedzy i znajomości tendencji i kierunków scholastycznej teologii. W okresie odrodzenia nie zawsze to wystarczało. Ale też nie można wszystkich klasztorów uznać za siedlisko ciemnoty, głupoty i próżniactwa.

W Erfurcie szybko przekonano się o zdolnościach oraz intuicji teologicznej Lutra. Jego pragnienie nauki, rozbudzone w parafialnej szkole w Eisenach mogło zostać zaspokojone także w klasztorze. Po otrzymaniu święceń kapłańskich ponad rok Luter oddawał się intensywnemu studium teologicznemu. Przez ten okres zdobył dość duży zasób podstawowej wiedzy, którą potrafił później właściwie zużytkować. Do przestudiowanych wtedy dzieł odnosił się dość krytycznie. Dostarczyły mu one jednak potrzebnego materiału do przemyśleń. Bliskość uniwersytetu erfurckiego sprzyjała intensywnym studiom.

W 1508 roku Luter został przeniesiony do klasztoru w Wittenberdze. Przeniesienie wiązało się z nominacją brata Marcina na stanowisko wykładowcy w nowo założonym tam uniwersytecie.

Wittenberga nie była w owym czasie ani wielkim, ani godnym uwagi miastem Rzeszy. Nie mogła równać się z bogatym w różnego rodzaju tradycje Erfurtem. Książę Fryderyk Mądry, elektor saski, po przebudowie zamku obrał sobie Wittenbergę za siedzibę i czynił starania, by nadać miastu znaczenie. Dokonał też kilku najpotrzebniejszych inwestycji. Dzięki staraniom Fryderyka Mądrego przygotowano budynek dla uniwersytetu, który założono w 1502 roku. Wszechnica wittenberska miała być placówką naukową rywalizującą ze swą bliską sąsiadką w Lipsku. Książę Fryderyk Mądry, władca Saksonii elektorskiej, pragnął stworzyć ośrodek konkurencyjny wobec Lipska, stolicy tzw. albertyńskiej Saksonii. Służyć temu miały między innymi nagromadzone na zamku relikwie w liczbie ponad pięciu tysięcy oraz założenie nowego uniwersytetu.

Augustianie zostali zobowiązani do obsadzenia dwu katedr w nowo założonym uniwersytecie: flozofii i biblistyki. Od chwili powstania uniwersytetu katedrą Pisma Świętego kierował przełożony saskiej kongregacji augustianów, Jan Staupitz. Od października 1508 roku wykłady z filozofii moralnej miał objąć Luter, uważany w zakonie za zdolnego i obiecującego młodego teologa.

W Wittenberdze prowadził Luter wykłady z Etyki nikomachejskiej Arystotelesa. Równocześnie kontynuował rozpoczęte w Erfurcie studia teologiczne. Chociaż uniwersytet wittenberski nie cieszył się jeszcze sławą (w pierwszych latach immatrykulowano zaledwie około dwustu studentów), to jednak w Wittenberdze przyszły reformator Kościoła mógł znacznie poszerzyć swoją wiedzę teologiczną. Wittenberga bowiem stwarzała większe możliwości aniżeli Erfurt. Każdy nowy uniwersytet jest dopiero na dorobku naukowym. Nie reprezentuje jeszcze żadnej tradycji. W Wittenberdze zostali zaangażowani ludzie reprezentujący różne szkoły teologiczne. W nowo otwartym uniwersytecie pracę rozpoczęli nominaliści, tomiści, a także młodzi humaniści. Uniwersytet stał się przeto miejscem zetknięcia się i ścierania różnych prądów umysłowych ówczesnej Europy. Sprzyjało to intelektualnemu rozwojowi młodego Lutra.

Lutra pociągały studia teologiczne. Coraz bardziej niemiła stawała mu się filozofia. Szczególnie obrzydły mu poglądy Arystotelesa. Na marginesie podręcznika, z którego wykładał, czynił uszczypliwe uwagi. Nazwał Arystotelesa „zjełczałym filozofem”. Rychło też dostrzegł przerost metody filozoficznego myślenia w teologicznej pracy swoich nauczycieli. Niemiły staje mu się także nominalizm. Krytycznie ustosunkowuje się do tomistycznych wysiłków opracowania przy pomocy filozofii Arystotelesa zwartego systemu teologicznego. Nie wiemy, dla kogo były przeznaczone uwagi umieszczone na marginesie podręczników, z których korzystał w pierwszej fazie swojej działalności naukowej. Nie wydaje się, żeby Luter poczynił je tylko dlatego, by pozostawić ślad swojego rozwoju teologicznego. Wiele z nich zapewne wplatał do wykładów.

Młody wykładowca jedynie pochlebnie wyrażał się o Augustynie i Piotrze Lombardzie, autorze Sentencji, podstawowego podręcznika teologii na ówczesnych uniwersytetach.

Serce Lutra coraz bardziej zwracało się w kierunku Biblii. Wydaje się, że była w tym niejaka zasługa przełożonego Lutra, Jana Staupitza, profesora biblistyki i pierwszego dziekana wydziału teologicznego na uniwersytecie w Wittenberdze. Przełożony kongregacji zreformowanych klasztorów augustiańskich w Saksonii, bardzo często opuszczał Wittenbergę, dążył więc do wykształcenia swojego zastępcy. Po pięciu miesiącach od rozpoczęcia pracy na wszechnicy wittenberskiej Marcin Luter otrzymał tytuł bakałarza Pisma Świętego. Upoważniało go to do prowadzenia zajęć z biblistyki pod nieobecność Jana Staupitza. Nowe obowiązki nie przeszkadzały Lutrowi w kontynuowaniu studium teologicznego. Jesienią 1509 roku brat Marcin otrzymał tytuł sententiariusza upoważniający go do wykładania na uniwersytecie Sentencji Piotra Lombarda, co pozwoliło mu uwolnić się od wykładania coraz bardziej znienawidzonego Arystotelesa. Po zdobyciu tytułu sententiariusza ks. Marcin Luter został odwołany z Wittenbergi. Powrócił do klasztoru w Erfurcie, gdzie rozpoczął wykładanie teologii studentom zakonnym. Mógł więc Luter po okresie wytężonej pracy nieco odpocząć, tym bardziej że objawy niepokoju stawały się u niego coraz bardziej dostrzegalne.

6. Podróż w sprawach zakonnych

Zakon augustianów nie był monolitem. Właściwie obowiązywały w nim dwie reguły: łagodniejsza i surowsza obserwancka. Zakonnicy augustiańscy z tzw. czarnego klasztoru w Erfurcie należeli do konwentu obserwanckiego. W prowincji saskiej większość klasztorów augustiańskich opowiadała się za surową dyscypliną. Kontakty mnichów obserwanckich z pozostałymi augustianami były dość luźne. Konwenty o surowej dyscyplinie nie chciały też podporządkować się prowincjałom pochodzącym ze zgromadzeń o łagodniejszej regule. Obserwanckie klasztory na terenie Saksonii nie podlegały bezpośrednio prowincjałowi Gerhardowi Heckerowi, lecz obserwanckiemu wikariuszowi Janowi Staupitzowi. Tenże Jan Staupitz, początkowo przeor klasztoru augustianów w Monachium, a następnie pierwszy dziekan wydziału teologicznego w Wittenberdze, dążył do podporządkowania sobie wszystkich klasztorów augustiańskich. Hecker gotowy był ustąpić ze stanowiska prowincjała na rzecz Staupitza. Wtedy zjednoczyłby on urząd generalnego wikariusza klasztorów obserwanckich z urzędem prowincjała saskiego. Na skutek starań Jana Staupitza Rzym wydał odpowiednie dokumenty i starania Staupitza miały być rychło uwieńczone pełnym sukcesem. Pod koniec września 1510 roku zwołał on przedstawicieli konwentów augustiańskich do Neustadt nad Orlą, aby uzyskać aprobatę swego zamierzenia. W trosce o ideę reformy obserwanckiej klasztory augustianów o surowej regule z Norymbergi, Erfurtu, Nordhausen, Kulmbach, Sternberg, Koenigsberg i Himmelspforte opowiedziały się przeciwko planom Staupitza. Staupitzowi chodziło o to, by przez połączenie zreformowanych obserwanckich klasztorów z jeszcze nie zreformowanymi dokonać reformy tych ostatnich. Wyżej wspomniane klasztory (o surowej regule) obawiały się, że na skutek połączenia może dojść do wypaczenia idei obserwanckiej. Postanowiły zatem odwołać się do Rzymu.

Jesienią brat Marcin Luter jako socius ojca Jana Nathina udał się do Norymbergi, gdzie mieli się zebrać przedstawiciele opozycji. Najpierw jednak należało uzyskać zezwolenie biskupa magdeburskiego Adolfa von Anhalt na odwołanie się do Rzymu. Zakonnicy augustiańscy z Erfurtu nie otrzymali takiego zezwolenia. Ich droga do Halle, gdzie rezydował biskup magdeburski, okazała się daremna. Przedstawiciele siedmiu oponujących klasztorów po naradzie norymberskiej postanowili mimo braku zgody na odwołanie, prosić Rzym o zmianę decyzji. Ojciec Jan Nathin powrócił do Erfurtu, Marcin Luter zaś, jako socius bliżej nie znanego nam zakonnika, udał się przez Bawarię i Szwajcarię, pokonując trudne drogi w Alpach, do stolicy Kościoła. Zapewne wiele obiecywał sobie po tej podróży. Miał oczy szeroko otwarte. Zachwycał się dobrocią i pracowitością ludzi żyjących w okolicach, które przemierzał. Cieszyły go dorodne owoce, jakie zbierano w okolicach Rzymu. W Niemczech takich nie było. Gdy w oddali zobaczył Rzym, rozłożony na siedmiu wzgórzach, upadł na kolana i zawołał: „Bądź pozdrowiony, święty Rzymie”.

Wrażenie, jakie wywarło na Lutrze miasto papieża, znamy z późniejszych relacji Wittenberskiego Reformatora. Wiadomo, że wspomnienia Lutra są obciążone jego smutnymi doświadczeniami późniejszego okresu. Wynika z nich jednak, że ciekawiło go wszystko. Pragnął zobaczyć możliwie jak najwięcej. Zwiedzał liczne kościoły – i te sławne, i te skromniejsze. Był w katakumbach. Na to wszystko miał dośc czasu, gdyż zwlekano z odpowiedzią w sprawie, dla której tutaj, do Rzymu, Luter został wysłany. Korzystając z okazji, brat Marcin gromadził odpusty. Odprawiał msze przy wielu ołtarzach. Gdyby nie żyli jego rodzice, mógłby dla nich uzyskać odpust całkowity. A więc oddychał średniowieczną atmosferą świętego, papieskiego miasta. Jednakże dostrzegał też rzeczy, które raziły go jako zakonnika klasztoru o surowej regule. Na przykład rzucił mu się w oczy niewiarygodny pośpiech przy odprawianiu mszy czy bezceremonialność rzymskich duchownych. Gorszył się liczbą i zachowaniem ladacznic. Ówczesny papież Juliusz II ( 1503-1513) przebywał wtedy poza swoją rezydencją. Zajęty był działaniami wojennymi, które prowadził jako zwierzchnik państwa kościelnego.

Późniejszy reformator nie wyciągnął z tej podróży żadnych wniosków. Wrócił do Erfurtu jako wierny syn papieskiego Kościoła. I nieprawdą jest, że tu, w Rzymie, dokonał się przełom w religijnej świadomości Lutra. Nieprawdą jest też, że Luter w Rzymie realizował swoje osobiste cele. Należy przyznać, że doznania zakodowane w świadomości brata Marcina ułatwiły mu potem uwolnić się od wierności Rzymowi. Rzym jawił się w jego wspomnieniach jako stolica antychrysta.

Sprawa zakonów obserwanckich, oponujących przeciw zlaniu się z kongregacjami zakonów nie zreformowanych nie została załatwiona po myśli owych siedmiu klasztorów apelujących do Rzymu. Po powrocie z Rzymu Luter i jego przyjaciel Jan Lange stali na stanowisku, że dalszy opór jest bezcelowy. Opuścili więc wiosną 1512 roku czarny klasztor i udali się do Wittenbergi.

Norymberga i Erfurt trwały jednak w uporze i Staupitz ostatecznie odstąpił od swoich planów. Rozbrat między mnichem Marcinem i jego przyjacielem a ich macierzystym klasztorem nie trwał jednak długo. Niebawem doszło do pojednania.

7. Kariera naukowa i zakonna

W 1511 roku Marcin Luter przybył do Wittenbergi. Zmiana jego stanowiska w sprawie, którą reprezentował w Rzymie z ramienia zakonu, znowu przybliżyła go do Jana Staupitza. Generalny wikariusz umiał docenić zdolności i pracowitość młodego brata Marcina. Chociaż ten przysparzał mu wielu kłopotów, to jednak dostrzegał w nim materiał na dobrego teologa. Wkrótce po przybyciu Lutra do klasztoru w Wittenberdze Staupitz zaproponował Marcinowi podjęcie przewodu doktorskiego – rozmowa miała miejsce na dziedzińcu klasztornym pod wielką gruszą. Marcin liczył sobie wówczas dwadzieścia osiem lat i tak nieoczekiwana propozycja odjęła mu mowę. Lecz gdy Staupitz po krótkim okresie ponowił propozycję, brat Marcin miał przygotowaną odpowiedź. Przedstawił aż piętnaście powodów, dla których nie mógł się podjąć doktoryzacji. Staupitz zarzucił Lutrowi upór i brak posłuszeństwa wobec przełożonego. Luter wspominał później, że zawołał wtedy: „Zabijcie mnie, nie wytrzymam tego dłużej niż trzy miesiące”. Przełożony Lutra miał zaś odpowiedzieć: „Cóż, Bóg ma wiele ważnych spraw, którymi musi się zajmować. Potrzebuje mądrych ludzi, zdolnych Mu doradzić. Jeśli umiesz, zostaniesz powołany do Jego rady w niebiesiech, ponieważ Jemu także potrzebni są doktorzy”.

Otwarcie przewodu doktorskiego wiązało się z poniesieniem pewnych kosztów. Należało dysponować 50 guldenami, których biedny mnich zakonu żebraczego nie posiadał. Z pomocą Marcinowi Lutrowi przyszedł elektor saski, książę Fryderyk Mądry. W październiku 1512 roku Luter wraz ze Staupitzem gościł w Lipsku, gdzie z rąk Pfeffingera i Dolziga otrzymał potrzebne pieniądze.

Promocja doktorska ks. Marcina Lutra została wyznaczona na 18 i 19 października. Po południu 18 października odbyła się dysputa teologiczna. Zakończyła się mową wygłoszoną przez dziekana wydziału teologicznego Andrzeja Bodensteina z Karlstadtu, uczonego tomisty[1], który w pierwszych latach reformacji odegrał dość znaczną rolę. Nazajutrz rano w kościele zamkowym odbyła się właściwa promocja. Na głowę brata Marcina nałożono doktorski biret, na palec zaś złoty pierścień. Uroczystość zakończyła publiczna dysputa i mowa wygłoszona przez nowo promowanego doktora.

Status doktora Pisma Świętego przewidywał obowiązek prowadzenia wykładów z zakresu biblistyki oraz głoszenie kazań. Już jesienią 1511 roku Luter wygłaszał kazania do braci zakonnych. Po uzyskaniu stopnia doktora, w 1514 roku, został mianowany kaznodzieją kościoła parafialnego. Profesorowie uniwersytetu wittenberskiego piastowali niektóre godności kościelne, dzięki czemu mieli zapewnione utrzymanie, jednak właściwe dla ich urzędów funkcje spełniali inni. Inaczej było w wypadku ks. Marcina Lutra. Luter na stałe związał się z amboną. Nie było to bez znaczenia dla przyszłej odnowy Kościoła. Kazalnica stała się publiczną trybuną haseł reformacji. W Kościele rozlegało się zwiastowanie Lutra. Mnich augustiański wkroczył do Kościoła z Ewangelią, która porywała serca i rozsadzała stare struktury pobożności.

Pierwsze wykłady prowadzone przez ks. doktora Marcina Lutra w wittenberskiej wszechnicy nie wyróżniały się właściwie niczym szczególnym. Pod względem formalnym były prowadzone w sposób średniowieczny. Wykładający wręczał studentom tekst biblijny. Między poszczególnymi wierszami słuchacze wpisywali krótkie uwagi zwane glossami. Po uzupełnieniu glossami wykładający komentował i objaśniał dłuższy fragment tekstu. Objaśnienia te zwano scholiami. Zachowały się rękopisy wykładów Lutra prowadzone w Wittenberdze. Możemy dzięki temu poznać sposób wykładania, jak też rozwój poglądów późniejszego reformatora. Nie ulega wątpliwości, że Luter wyrastał na wielkiego teologa. Nic jednak nie wskazywało na to, że będzie reformatorem Kościoła, chociaż niejednokrotnie dzielił się ze studentami uwagami na temat potrzeby naprawy stosunków kościelnych. Nie była to jednakże planowa krytyka Kościoła. Późniejsza reformacja wyrosła z teologii, z poznania Ewangelii. W pierwszych latach profesury ks. doktora Marcina Lutra rodziły się podwaliny późniejszej teologii, która zadecydowała o kształcie odnowionego Kościoła. W latach 1513-1515 Luter prowadził na uniwersytecie wykłady na temat Psalmów. W 1515 i 1516 przedmiotem wykładów był List św. Pawła do Rzymian. List św. Pawła do Galacjan wykładał doktor Luter w 1516, zaś List do Hebrajczyków w 1517 roku.

Uzyskaniu stopnia doktora teologii towarzyszyła dość błyskotliwa kariera w zakonie. Jeszcze przed ukończeniem dwudziestego dziewiątego roku życia Luter został zastępcą przeora w klasztorze augustianów w Wittenberdze oraz tzw. mistrzem studiów teologicznych w klasztorze. Godności te związane były z licznymi obowiązkami. Brat Marcin pracował więc ponad siły. Nie przespane noce pozostawiły ślad na jego zdrowiu. Ból głowy dawał się coraz bardziej we znaki. Wewnętrzna walka, która nieustannie się nasilała, osłabiała siły młodego mnicha uczonego.

Do uzyskanych godności doszła niebawem jeszcze jedna: Luter został wikariuszem prowincji. Podlegało mu jedenaście klasztorów augustiańskich. W 1516 roku mianował swego przyjaciela Jana Langa przeorem klasztoru w Erfurcie, który opuścili wkrótce po powrocie Marcina Lutra z Rzymu. Langa przyjęto z honorami. Niesnaski wywołane zmianą stanowiska Langa i Lutra w kwestii dalszego oporu wobec decyzji, na mocy której miało dojść do połączenia konwentów augustianów zreformowanych z nie zreformowanymi, zostały zażegnane. Wydaje się, że bracia zakonni z Erfurtu i nie tylko z Erfurtu uznawali autorytet Lutra. Nietrudno było zauważyć, że osobowość i zdolności Lutra rysują postać godną szacunku. Lutrem zainteresował się książę Fryderyk Mądry. Spalatin, sekretarz, doradca i kapelan księcia elektora, zaprzyjaźnił się z Lutrem. Przez niego książę wywiadywał się o zdanie Marcina Lutra w wielu ważnych kwestiach dotyczących uniwersytetu, później zaś także spraw kościelnych.

 


[1] Tomizm - kierunek w teologii zapoczątkowany przez dominikanina Tomasza z Akwinu (1225-1274). Tomasz w oparciu o filozofię Arystotelesa stworzył zwarty system teologiczny zwany tomizmem.

8. Kryzys

Decyzję wstąpienia do klasztoru, podjętą w czasie burzy, poprzedził niepokój i lęk przed sądem ostatecznym, oraz gwałtowną śmiercią.

Stan lęku i niepokoju łączył się ściśle z ważnym pytaniem, jakie stawiał sobie przyszły reformator Kościoła. Dotyczyło ono zbawienia. Osobiste przeżycia, o których była już mowa, przyczymiły się do refleksji nad własną wiecznością. Czy on, Luter, podzieliłby los zbawionych, czy potępionych, gdyby Bóg zabrał go z doczesności ?

Oczywiście decyzja wstąpienia do klasztoru nie była wynikiem jednorazowego przeżycia. Młody Luter rozmyślał nad sobą, swoją duchową sytuacją, zbawieniem. Pod wpływem średniowiecznych idei religijnych doszedł do przekonania, że jeśli nie pójdzie drogą doskonalszą, nie będzie zbawiony. Drogą tą było życie zakonne, polegające głównie na skrupulatnym wypełnianiu trzech ślubów: ubóstwa, czystości oraz bezwzględnego posłuszeństwa przełożonym. Nie oznacza to, że nakazy ewangeliczne nie obowiązywały zakonnika. Życie zakonne traktowano jako dodatkową zasługę przed Bogiem. Wstępujący do klasztoru w zamian za swoje poświęcenie mógł oczekiwać, że jego dusza dozna wewnętrznego pokoju, uzyska pewności zbawienia i zadowolenie z osiągniętej doskonałości. I tak niejednokrotnie się działo. W wypadku Lutra sprawa przedstawiała się zgoła inaczej. Płonne były nadzieje brata Marcina. Luter umartwiał się, spowiadał codziennie, pościł. Spokój jednak nie zawitał do jego zatrwożonej duszy. Zakonnik uchwycił się nadziei, że po wyświęceniu na księdza łatwiej uzyska upragnioną doskonałość i pewność zbawienia. Rychło okazało się, że odprawianie mszy nie przynosi mu ulgi, lecz wprawia w jeszcze głębszy niepokój. Nieustannie powracało pytanie, czy godnie się przygotowuje do czynności ofiarowania Chrystusa. Lęk przed popełnieniem pomyłki w trakcie odprawiania mszy oraz obawa o czystość etyczną niejednokrotnie paraliżowały jego wolę. Codzienna spowiedź, posty, biczowania nie przynosiły uspokojenia. Staupitz, przełożony Lutra, pragnął przyjść z pomocą zatrwożonemu bratu Marcinowi. Obarczał go ciągle nowymi obowiązkami, aby nie miał zbyt wiele czasu na rozmyślanie nad sobą. Tymczasem nadmierne obciążenie obowiązkami, nieustanna nauka i praca wzmagały jego duchowy niepokój. Staupitz nie zaniechał też duszpasterskiej rozmowy. Sam przeżywał w przeszłości pewien duchowy kryzys. Zwierzył się Lutrowi: „Ja również spowiadałem się codziennie i postanawiałem być i pozostać gorliwym. Jednakże każdego dnia ponosiłem klęskę. Zadecydowałem, że dłużej nie mogę oszukiwać Boga. Żadną miarą nie mogłem już tego czynić. Będę czekał na odpowiednią chwilę, kiedy Bóg przyjdzie do mnie ze swoją łaską...”.

Rozmowy Staupitza z Lutrem nie sprowadzały się li tylko do praktycznych porad, jakich może udzielać zakonnik doświadczony niedoświadczonemu. Dialog tych dwu mężów koncentrował się wokół zagadnień teologicznych. Luter uległ wewnętrznemu załamaniu nie jako chrześcijanin i zakonnik, lecz jako teolog. Niepokój Lutra potęgował się wraz z kontynuacją studium teologii. Znając teologiczne przyczyny kryzysu brata Marcina, można w pełni zrozumieć rozmowy Staupitza z Lutrem.

Nauczyciele Lutra w Erfurcie byli ockhamistami. Spotykał się z nimi późniejszy reformator Kościoła również w Wittenberdze. Niewątpliwie ockhamizm miał zarówno dodatni, jak i ujemny wpływ na Lutra. Nas tutaj interesuje wpływ destrukcyjny.

Wiadomo, że nawet najbardziej prawomyślne poglądy i sformułowania mogą wywołać w duszy człowieka głęboki niepokój. Jednak wtedy jest to niepokój błogosławiony.

Ockhamizm był teologią o majestatycznym Bogu, który domaga się od człowieka doskonałej sprawiedliwości. Chociaż człowiek wiele może osiągnąć w swoim życiu, np. zdobyć się na doskonałą skruchę za grzechy, to jednak musi przygotować się na przyjęcie łaski.

Takie poglądy rodzą pytania: jaka jest miara i probierz doskonałej skruchy za popełnione grzechy ? Czy można zawyrokować, że się już uczyniło wszystko, co jest potrzebne do przyjęcia Bożej łaski ? Luter te pytania stawiał i od początku miał wątpliwości czy dość uczynił starań, by przyjąć łaskę Boga, choć przecież należał do zakonników, którzy niezwykle skrupulatnie wypełniali swoje obowiązki i przepisane reguły umartwiania. Wymaganie doskonałej sprawiedliwości musiało serce skrupulanta, jakim był Luter, doprowadzać do rozpaczy. Brat Marcin wszędzie widział czający się grzech. Jan Staupitz, według późniejszej relacji Lutra, miał powiedzieć: „Twoje tak zwane grzechy nie są grzechami”. Luter bezskutecznie walczył o to, by przez doskonałe życie wytworzyć w sobie wymaganą przez Boga doskonałą sprawiedliwość, jaką też Bóg posiada. Luter uznał później, że to dążenie było grzeszne i powstało z podszeptu szatana.

Kryzys i stany lękowe znacznie się pogłębiły, gdy Luter rozpoczął studiowanie dzieł ojca Kościoła, św. Augustyna (354-430). Jego nauka o predystynacji, co oznacza, że Bóg jednych przeznacza do zbawienia, innych na potępienie, miała decydujący wpływ na pogłębienie lęku o własne zbawienie. W życiu Lutra nieustannie powracało pytanie: czy Bóg przeznaczył go do zbawienia ? Obserwacja swojego życia, a więc walki o doskonałość i sprawiedliwość, jaką Bóg posiada, oraz klęski, jakie ponosił w tych zmaganiach, przekonywały go, że Bóg gniewa się na niego i że przeznaczył go na potępienie. Grzech, który widział w sobie, przekonywał o nieodwołalnym Bożym postanowieniu przeznaczającym go do piekła.

Tylko w powiązaniu z teologiczną edukacją można zrozumieć kryzys Lutra. Luter znalazł, a właściwie zostało mu objawione „teologiczne” rozwiązanie tego kryzysu. Usiłowania, które w aspekcie medyczno-psychologicznym miały wyjaśnić dręczący go niepokój, okazały się niewystarczające. Traktowanie późniejszego reformatora Kościoła jako przypadku patologicznego wyraźnie ma na celu zdyskredytowanie jego osoby. Wrażliwości i wnikliwego przyglądania się sobie nie można przecież uznać za przejaw chorobowy, wszak i powszechnie uznani geniusze przeżywali podobne stany.

Również w odniesieniu do teologicznego rozwoju osobowości Lutra zrozumiałe są pouczenia i wskazania przełożonego saskich zreformowanych zakonów augustiańskich. Jan Staupitz pragnął wydobyć z otchłani rozpaczy, lęku i zwątpienia swojego protegowanego. Właściwie znane są nam zaledwie strzępy rozmów Staupitza z Lutrem, ale i one wystarczą, by przekonać się, że podłożem kryzysu u Lutra nie był bunt przeciwko zakonnej regule, którą Luter traktował poważnie, ani też moralne uchybienia, lecz głęboka refleksja nad funkcjonującymi wówczas systemami teologicznymi oraz nad własnym życiem, ową niemocą w walce z grzechem i złymi, wrodzonymi skłonnościami.

Staupitz tłumaczył Lutrowi, że musi porzucić wyobrażenie Chrystusa jako surowego sędziego i myśleć o Nim jako o Zbawicielu, który życie swoje położył na krzyżu za rzeczywiste grzechy grzesznika. Zwierzchnik Lutra usiłował odwieść myśli zrozpaczonego brata Marcina od ockhamistycznych wyobrażeń na temat potrzeby zapracowania sobie na zasługę u Chrystusa. Bóg w Chrystusie wyszedł grzesznikowi naprzeciw. Nie rozwiązało to jednak kwestii zasługi, która dominowała w średniowiecznej teologii. Dla Lutra od pewnego czasu zasługa była tylko słowem pozbawionym wszelkiego znaczenia, ponieważ nie mógł on sobie wyobrazić żadnej zasługi, jaka by zadowoliła Boga.

Staupitz mówił też Lutrowi, że pokuta rozpoczyna się od miłości Boga. Tym osiągnął to, że Lutra jeszcze pilniej studiował Pismo Święte, szczególnie te fragmenty, które mówiły o pokucie. Odwiódł również myśli Lutra od nieustannego rozmyślania nad zasługą i zadośćuczynieniem za grzechy. Luter znalazł w Biblii rozwiązanie swojego problemu, odpowiedź na swoje pytania i wątpliwości. Staupitz, chociaż nie sformułował gotowych odpowiedzi na pytania leżące u podłoża kryzysu brata Marcina, jednak pośrednio pomógł mu ich szukać. Marcin Luter umiał docenić jego starania i pozostał za nie wdzięczny swojemu przełożonemu, który wykazał tyle taktu i cierpliwości. Wittenberski Reformator zawsze z szacunkiem mówił o swoim dawnym przełożonym.

9. Duchowy przełom

Niepokój serca w życiu ks. Marcina Lutra raz wzmagał się i pogłębiał, innym razem przygasał. Każda rozmowa Lutra ze Staupitzem rzucała późniejszego reformatora Kościoła w wir poszukiwań, których celem było znalezienie potwierdzenia dla słów przełożonego lub kontynuowanie wskazanej drogi. Jak przebiegał ów przełom duchowy u Lutra ? Jaką drogę przebył, co odkrył i przeżył, nim znalazł wyjście z duchowego
kryzysu ?

Luter niejednokrotnie mówił o swoim duchowym przełomie. Z jego wypowiedzi wynika, że nie potrafiłby dokładnie określić czasu i okoliczności odkrycia, z którego wyrosła później reformacja. Ważniejszego spostrzeżenia dokonał rozmyślając nad słowami apostoła Pawła z Listu do Rzymian: „Nie wstydzę się ewangelii Chrystusowej, jest ona bowiem mocą Bożą ku zbawieniu każdemu, kto wierzy, najpierw Żyda, potem Greka, bo usprawiedliwienie Boże w niej bywa objawione, z wiary w wiarę, jak napisano: A sprawiedliwy z wiary żyć będzie” (Rz 1,16.17, por. Ha 2,4). W swojej autobiografii z 1545 roku napisał, że w latach 1518 – 1519, gdy prowadził wykłady na temat Psalmów, zrozumiał, że sprawiedliwość jest darowana człowiekowi z łaski Bożej. W jednej z jego słynnych mów przy stole Luter miał powiedzieć, że w klasztornej wieży przeżył przełom, mianowicie poznał istotę darowanej sprawiedliwości, o której mówi Nowy Testament. Widać z tego, że Luter miał kłopoty ze sprecyzowaniem okoliczności, w jakich doszło do przeżycia, które można uznać za nawrócenie.

Przede wszystkim należy stwierdzić, że przełomu w życiu ks. Marcina Lutra, jak wykazał świetny znawca Wittenberskiego Reformatora i jego teologii Karol Holl (1866-1926), nie da się sprowadzić do formuły, jakoby znalazł on Chrystusa. Luter nigdy od Chrystusa się nie oddalił. W Chrystusie natomiast upatrywał surowego sędziego, przed którym grzesznik musi widzieć siebie wśród potępionych. W 1545 roku Luter pisał, że czuł się jakby nowo narodzony, jakby wszedł do raju, a tym samym jakby został uwolniony od niepokoju i trwogi w chwili rozmyślania nad słowami apostoła Pawła (wyżej cytowanymi). Przełom ów ma więc raczej związek z odkryciem, że Chrystus jest człowieka łaskawym Zbawicielem. Luter o tym wiedział, ale nie znajdował na to potwierdzenia. Jego stan duchowy wskazywał, iż uważał, że nie jest przeznaczony do zbawienia. Wszystkie jego wysiłki, by zdobyć doskonałą sprawiedliwość zdały się na nic. Był przekonany, że Chrystus nie jest dla niego łaskawy. Zrozumiał tę prawdę, iż człowiek, choćby bardzo się starał, nie osiągnie sprawiedliwości przez pobożne praktyki i pobożne życie, a więc własne wysiłki i uzdolnienia, które są wynikiem współdziałania z łaską Bożą. Boża sprawiedliwość jest sprawiedliwością darowaną. Człowiek zostaje uznany za sprawiedliwego. Niczym na to nie zasługuje. Liczy się jedynie zasługa Jezusa Chrystusa. Usprawiedliwiony winien żyć z wiary, Słowo Boże bowiem powiada: „A sprawiedliwy z wiary żyć będzie”.

Do naszych czasów zachowały się wykłady ks. doktora Marcina Lutra dla studentów uniwersytetu w Wittenberdze. Zachowało się także trochę kazań sprzed roku 1518. Czy na podstawie posiadanego materiału źródłowego można zweryfikować pogląd Lutra, iż odkrycia, o którym była wyżej mowa, dokonał w 1518 lub 1519 roku, w okresie wykładów na temat Psalmów ? (Pierwszy raz Luter miał wykłady na temat Psalmów w latach 1513 – 1515).

Nie znamy przyczyn, dla których Luter swoje odkrycie i duchowy przełom datuje na tak późne lata. Z analizy wykładów Lutra sprzed 1518 roku, jego korespondencji i zachowanych kazań niedwuznacznie wynika, że Wittenberski Reformator powoli dochodził do poznania biblijnej prawdy o Bożej sprawiedliwości. Chociaż trudno sporządzić dokładne kalendarium przeżyć duchowych reformatora, to jednak można prześledzić pewne etapy jego duchowego rozwoju, gdyż jest on ściśle powiązany z naukową pracą Lutra. Niepokój Lutra wyrósł nie tylko z średniowiecznej pobożności, lubującej się w ukazywaniu Chrystusa budzącego grozę, lecz głównie z teologicznych przemyśleń przestudiowanego materiału. Luter znalazł też teologiczne rozwiązanie dla swojego duchowego kryzysu. Ślady przebytej drogi można prześledzić w teologicznej spuściźnie Wittenberskiego Reformatora.

W wykładach na temat Psalmów z lat 1513 – 1515 znajdujemy wiele sformułowań żywo przypominających inne sformułowania z późniejszego okresu. Wykład Psalmu 30/31 oraz 70/71 wskazuje już na nowe zrozumienie sprawiedliwości Bożej w latach 1513-1515. W zapiskach dotyczących Psalmów bardzo często podejmuje temat pokory, a głównie temat pokory Chrystusa. Luter twierdził, że krzyż Chrystusa przenika całe Pismo Święte. Pisał: „Widząc całe cierpienie i pogardę, jaka otacza krzyż Chrystusowy, możemy powiedzieć za świętym Pawłem: „Nie chcemy znać niczego więcej jak tylko Chrystusa, i to ukrzyżowanego”. Trudno ustalić pod czyim wpływem kształtowały się wtedy poglądy Lutra. Bliski kontakt miał z nim przede wszystkim Jan Staupitz. Nie ulega wątpliwości jego oddziaływanie na duchowy rozwój młodego doktora teologii. Luter czytał wówczas pisma ojca Kościoła, Augustyna. Z radością odkrył, że Augustyn również rozumie Bożą sprawiedliwość jako sprawiedliwość bierną, darowaną. Zapewne Luter wiele przeżył i doświadczył w trakcie poznawania Biblii. I chociaż już w tym okresie gwałtownie występował przeciwko ockhamistycznej filozofii i teologii, to jednak ockhamistom zawdzięczał poznanie, że prawdy nie należy szukać poza Pismem Świętym. Albowiem nie rozum wiedzie do Boga, lecz objawienie biblijne.

Jesienią 1515 roku ks. Marcin Luter rozpoczął wykłady na temat Listu apostoła Pawła do Rzymian. Sam pisał, że słowa z Rzym.1,16.17 spowodowały przełom w jego życiu. I rzeczywiście, w wykładach na temat Listu do Rzymian znajdujemy wyraźne odbicie jego głębokich przeżyć duchowych.

Wykłady Lutra z 1515-1516 zawierają podstawy późniejszej teologii reformacyjnej, a szczególnie nauki o usprawiedliwieniu. Z siódmego rozdziału Listu do Rzymian Luter wyprowadził charakterystyczną dla reformacji zasadę, że człowiek wierzący jest zarówno grzeszny, jak i usprawiedliwiony (simul iustus, simul peccator). Grzech tkwi w człowieku i człowiek jako grzesznik winien być potępiony. Potępienie jest jednak usunięte, Bóg bowiem z łaski przyjmuje i usprawiedliwia człowieka dzięki zasłudze Jezusa Chrystusa. Bóg zapewnia nas o tym w swoim Słowie. Człowiek przez wiarę przyjmuje to zapewnienie łaski Bożej.

Wykłady na temat Listu do Rzymian przypadają na okres zainteresowania się Lutra pismami niemieckiego mistyka Jana Taulera (ur. ok. 1300 r.). Widoczny jest wpływ Taulera na słownictwo Wittenberskiego Reformatora. Luter sławił owego mistyka i przez pewien czas uznawał w nim wielkiego teologa. W przeszłości uważano, że Tauler wywarł znaczny wpływ na Lutra. Nie wydaje się jednak, by mogło to być prawdą, samo bowiem życie zakonne było bliskie średniowiecznej mistyce. W późniejszym okresie Luter wyrażał się dość negatywnie na temat mistyki. Raziło go obciążenie mistyki pojęciami takimi, jak zasługa i nagroda. Jednakże wpływ Taulera na teologię krzyża (teologia crucis) zaznaczył się u Lutra na trwałe.

Rękopisy następnych wykładów Lutra, a mianowicie na temat Listu do Galacjan oraz Listu do Hebrajczyków potwierdzają tezę, że przełom w życiu Lutra nastąpił już przed rokiem 1518 i 1519. Luter w tych wykładach kontynuował swoją teologię i pogłębiał przemyślenia. Chociaż wzmagał się jego krytycyzm, można zauważyć, że niepokój ustąpił. Wykład Listu do Hebrajczyków z 1517 roku wyraźnie świadczy, że Ojciec Reformacji pewien jest już wtedy swojego zbawienia. Pewność ta nie nastąpiła w wyniku intelektualnego poznania, lecz spotkania z Bogiem, nowego odczytania Ewangelii, które jest darem Ducha Bożego dla Lutra i dla Kościoła.

 
1 , 2 , 3 , 4